W 1861 roku, podczas podróży do Filadelfii, Abraham Lincoln zatrzymał się w miejscu podpisania Deklaracji Niepodległości i wygłosił przemówienie, w którym stwierdził, że „żadne z jego politycznych uczuć nie wyrastało poza idee zawarte w Deklaracji”. Słowa te doskonale oddają rolę, jaką dokument ten odegrał w kształtowaniu amerykańskiej świadomości narodowej.
Lincoln, uznawany za jednego z najbardziej wpływowych prezydentów Stanów Zjednoczonych, wielokrotnie odwoływał się do Deklaracji zarówno przed rozpoczęciem kariery politycznej, jak i w jej trakcie. Choć w pierwszej połowie XIX wieku dokument ten był postrzegany głównie jako relikt rewolucji, to właśnie za sprawą polityków takich jak Lincoln zyskał nowe znaczenie. W 250. rocznicę podpisania Deklaracji warto przyjrzeć się, jak z mało znaczącego w XVIII wieku tekstu stał się fundamentem amerykańskiego credo.
Deklaracja w ogniu wojny secesyjnej
W 1861 roku, gdy Konfederacja Stanów Ameryki została już powołana, a jej stolicą stał się Montgomery w Alabamie, Deklaracja Niepodległości znalazła się w centrum największego kryzysu w historii USA. Zarówno prezydent-elekt Lincoln, jak i przywódcy Konfederacji – Jefferson Davis i Alexander Stephens – odwoływali się do jej zasad w swoich wystąpieniach, gazetach i publikacjach. Choć secesja była przede wszystkim kryzysem konstytucyjnym, dyskusje na jej temat były przesiąknięte duchem Deklaracji.
Taka popularność dokumentu mogłaby zaskoczyć drugie pokolenie Amerykanów. Dla nich Deklaracja była jedynie symbolicznym świadectwem rewolucji, która zakończyła się wraz z podpisaniem traktatu pokojowego z Wielką Brytanią. Po ogłoszeniu niepodległości jej rola miała ograniczać się do sfery historycznej, a obowiązkiem budowania nowego państwa zajmowały się kolejno Artykuły Konfederacji i Konstytucja. W pierwszych latach XIX wieku nawet Federalistom, zwolennikom Johna Adamsa, nie przychodziło do głowy, by obchodzić rocznicę Deklaracji. Dopiero Demokratyczni-Republikanie, na czele z Thomasem Jeffersonem, zaczęli ją celebrować – jednak nikt nie traktował jej jako żywego dokumentu, który miałby realny wpływ na przyszłość kraju.
Od zapomnianego tekstu do narodowego symbolu
Przełom nastąpił po wojnie z 1812 roku, kiedy to Deklaracja została ocalona z pożogi, który ogarnął Waszyngton podczas brytyjskiego ataku w sierpniu 1814 roku. Spłonął wówczas Biały Dom, a budynek Departamentu Stanu został doszczętnie zniszczony. Deklaracja, cudem ocalona z płomieni, zyskała wówczas nowy wymiar – stała się symbolem młodego narodu, który po raz drugi pokonał największe imperium ówczesnego świata. Od tego momentu zaczęto ją otaczać coraz większym szacunkiem, a jej znaczenie wykraczało poza ramy historycznego dokumentu.
Dziś, w 250. rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości, warto zastanowić się, jak tekst z 1776 roku, który początkowo był jedynie aktem formalnego zerwania z Koroną Brytyjską, stał się fundamentem amerykańskiej tożsamości. To dzięki takim postaciom jak Lincoln oraz kluczowym wydarzeniom historycznym, jak ocalenie dokumentu w 1814 roku, Deklaracja zyskała status niekwestionowanego symbolu wolności i demokracji.