Nowy Jork, Pensylwania – Jordan Spieth powraca na pole golfowe Aronimink Golf Club, aby podjąć dziesiątą próbę zdobycia Karierowego Wielkiego Szlema podczas PGA Championship. Do tej pory żaden amerykański golfista nie osiągnął tego wyczynu, co dodaje emocji tegorocznej edycji turnieju.
W rozmowie z mediami Spieth przyznał, że zwycięstwo w tym turnieju miałoby dla niego ogromne znaczenie:
„Jeśli uda mi się wygrać jeszcze jeden turniej w mojej karierze, to właśnie ten powinien być nim. Najłatwiejszym sposobem na to jest nie myśleć o tym zbyt mocno”.
Obecnie bukmacherzy nie faworyzują Amerykanina – według FanDuel Sportsbook ma on szanse +5500, ustępując między innymi Min Woo Lee (+1600) i Chrisowi Gotterupowi (+3300). Nawet jego przyjaciel Rickie Fowler, który w zeszłym tygodniu popisał się dobrą formą podczas Truist, jest notowany wyżej.
Mimo niskich szans na zwycięstwo, historia pokazuje, że nieoczekiwane triumfy są możliwe. Wystarczy przypomnieć ubiegłoroczny Masters, kiedy to Rory McIlroy, mimo niepewnego statusu faworyta, zdobył Karierowy Wielki Szlem. Czy teraz kolej na Spietha?
Eksperci podkreślają, że doświadczenie i determinacja 30-letniego golfisty mogą okazać się kluczowe. W ostatnich latach Spieth wielokrotnie udowadniał, że potrafi walczyć o najwyższe laury, nawet gdy nie jest typowany na lidera.
PGA Championship rozpoczyna się w tym tygodniu. Czy to właśnie teraz nadejdzie historyczny moment dla Spietha? Tylko czas pokaże, czy golfowa historia zostanie zapisana na nowo.