SAN FRANCISCO — Po obfitym posiłku z pierożkami, wysiedliśmy z autobusu linii 22, minęliśmy gabinet neurologa i skierowaliśmy się w stronę areny Golden State Valkyries. Słońce świeciło nam w plecy, a ja powiedziałem przyjacielowi, że pierwszą rzeczą, którą powinien wiedzieć o Chicago Sky, jest to, że to zespół klaunów.
Nie byli poważnymi rywalami. Mieliśmy ich rozgromić. Sky ściągnęli co prawda kilku weteranów i pozyskali jednego z najlepszych graczy ligi WNBA, ale ich słabości były widoczne. Drużyna traciła punkty na najdrobniejszych błędach. Olivia Miles, gwiazda akademickiej koszykówki, nie trafiła do Chicago, tylko do Minnesota Lynx. Dwie nowe drużyny, z których jedna miała tego wieczoru zanotować pierwsze zwycięstwo w historii, wyłudziły od Sky wybory w drugiej rundzie w zamian za to, że nie sięgnęły po młodych graczy, których i tak mieli zamiar zwolnić.
Czy Golden State Valkyries również popełnili dziwny ruch w nocy draftu? Może. Ale zasługują na zaufanie, bo to inteligentna organizacja, która wie, jak prowadzić zespół. Gdy ostrzegałem przed słabą obsadą w środku pola i ogromną różnicą kompetencji wśród właścicieli WNBA, moja pewność rosła. Pierwszy mecz sezonu w Ballhalli zapowiadał się na prawdziwe widowisko.