W Waszyngtonie rośnie niepokój wokół polityki zagranicznej Donalda Trumpa. Według The Wall Street Journal, administracja prezydenta znajduje się w stanie paniki z powodu gwałtownie rosnących cen paliwa lotniczego, które podwoiły się od początku wojny USA i Izraela z Iranem oraz Libanem. Doradcy Trumpa naciskają na zakończenie konfliktu przed nadejściem lata, obawiając się dalszego pogorszenia sytuacji gospodarczej.

Wzrost cen paliwa lotniczego doprowadził do lawinowego wzrostu kosztów dla linii lotniczych. Te z kolei podnoszą ceny biletów, przerzucając ciężar wydatków na pasażerów. Rezultatem jest fala niezadowolenia społecznego, która może mieć poważne konsekwencje polityczne w nadchodzących wyborach.

Sytuacja stała się tak krytyczna, że Spirit Airlines, jedna z największych tanich linii lotniczych w USA, ogłosiła bankructwo i zaprzestała działalności w zeszłym tygodniu. Choć republikanie próbują obarczać winą administrację Joe Bidena, to społeczeństwo w większości obwinia Trumpa o rosnące koszty życia, w tym wyższe ceny biletów lotniczych.

Amerykanie odczuwają skutki wojny zarówno na stacjach benzynowych, jak i w portach lotniczych. Według sondaży, społeczeństwo coraz bardziej krytycznie ocenia działania Trumpa w kwestii konfliktu zbrojnego. Choć prezydent i jego gabinet starają się bagatelizować wpływ wojny na ceny paliwa, twierdząc, że „to niewielka cena za pozbycie się broni jądrowej z rąk nieobliczalnych reżimów”, to obywatele nie podzielają tego zdania. Dla wielu z nich wyższe ceny biletów oznaczają odwołane wakacje i poważne problemy finansowe.

Jeśli dotychczasowe ofiary wojny – śmierć, zniszczenie i masowe przesiedlenia w Iranie i Libanie – nie wystarczyły, by skłonić społeczeństwo do przeciwstawienia się polityce Trumpa, to teraz rosnące ceny biletów mogą być ostatnią kroplą. W obliczu nadchodzących wyborów, rosnące niezadowolenie społeczne staje się poważnym wyzwaniem dla kampanii Trumpa.