Od lat pokutuje mit, że posiadanie dziecka wymaga wcześniejszego zgromadzenia określonej kwoty pieniędzy. Ta idea stała się niemal moralnym obowiązkiem. Niedawno w mojej rubryce poradnikowej pojawił się list czytelniczki, która pytała, czy jest zbyt biedna, by mieć dziecko. Odpowiedziałam wówczas, że nie jesteśmy zobowiązani zapewnić naszym dzieciom określonego poziomu zamożności.
Kolejna osoba zwróciła jednak moją uwagę na inny problem – deficyt czasu. Moja redaktorka, Katie Courage, zapytała mnie, czy nie powinniśmy raczej myśleć o tym, ile czasu możemy poświęcić naszym dzieciom. Oto jej pytanie i moja odpowiedź.
Twoja ostatnia kolumna, w której odpowiadałaś na pytanie czytelniczki o to, czy jest zbyt biedna, by mieć kolejne dziecko, była naprawdę inspirująca! Pytania o finanse w kontekście rodzicielstwa są wszechobecne, dlatego Twój tekst był odświeżającym spojrzeniem na ten temat. Ja natomiast zastanawiam się nie tylko nad kwestią pieniędzy, ale także czasu.
Jako pracujący rodzic, nieustannie odczuwam jego niedobór – zwłaszcza jeśli chodzi o jakościowe chwile z dziećmi. Większość czasu, który z nimi spędzam, pochłaniają codzienne obowiązki. Wieczory to głównie kolacja i wieczorne rytuały, poranki to gonitwa śniadań, wyboru ubrań, spotkań służbowych i odwożenia dzieci do szkoły. Weekendy zaś często mijają na walce z chaosem (pranie, sprzątanie, prace w ogrodzie).
Oczywiście, staramy się wcisnąć w ten plan mnóstwo aktywności z dziećmi, spotkania z przyjaciółmi czy weekendowe wyjazdy. Ale czy nie byłoby lepiej, gdybym mogła stworzyć więcej niezobowiązujących chwil na układanie puzzli, czytanie książek czy spacery brzegiem strumyka? Ja dorastałam w czasach intensywnego rodzicielstwa, które obfitowało w takie właśnie chwile. Sama zostałam matką w okresie, gdy influencerzy parentingowi na Instagramie promowali ten styl życia. Jeśli oglądałeś choć kilka odcinków „Bluey”, wiesz, jak bardzo ten trend ukształtował oczekiwania wobec rodziców – mieli być niemal stale dostępni dla dzieci, gotowi do organizowania aktywności według ich potrzeb.
Ale co, jeśli zamiast sprzątać, spędzę cały weekend na zabawie z dziećmi? Albo zrezygnuję z ćwiczeń, by odebrać je wcześniej ze szkoły? Wiem, że wówczas nie będę w stanie uczestniczyć w tych chwilach z pełnią energii i minimalnym stresem. Znajduję się więc w nieustannej wewnętrznej walce, a jedynym zwycięzcą jest ciągłe, nieokreślone poczucie winy.
Czy istnieje sposób, by spojrzeć na to w mniej zero-jedynkowy sposób? Doskonale rozumiem to uczucie deficytu czasu – i podejrzewam, że dotyczy ono niemal każdego pracującego rodzica. Chcę jednak podzielić się z Tobą wynikami badań, które mogą Cię uspokoić.
Okazuje się, że nie musisz spędzać z dziećmi całego dnia, by mieć na nie pozytywny wpływ. Nawet krótkie, ale świadome chwile mają ogromne znaczenie. Badania pokazują, że dzieci najbardziej cenią sobie te momenty, gdy rodzice są w pełni obecni – nawet jeśli trwają zaledwie kilka minut.
Co więcej, nie musisz rezygnować z własnych potrzeb. Dbanie o siebie, choćby w niewielkim stopniu, pozwala na lepsze funkcjonowanie w roli rodzica. Ważne jest, by znaleźć złoty środek między obowiązkami a bliskością z dziećmi.
Zamiast więc martwić się o to, że nie masz wystarczająco dużo czasu, spróbuj skupić się na jego jakości. Kilka minut codziennego czytania, wspólnego gotowania czy spaceru może być równie cenne, jak długie weekendowe wyjazdy.
Pamiętaj: nie musisz być doskonałym rodzicem. Wystarczy, że będziesz obecny – naprawdę obecny – w tych chwilach, które spędzasz z dziećmi.