Wspomnienie z Boliwii: niebezpieczna misja na Camino del Muerte
Dwadzieścia lat temu Land Rover zaprezentował model Range Rover Sport. Dla dziennikarza, który miał okazję testować prototyp samochodu, to również moment, w którym stanął twarzą w twarz ze śmiercią. Nie asfalt, a uzbrojeni rolnicy uprawiający kokę okazali się największym zagrożeniem na Boliwijskiej Drodze Śmierci.
Droga, która odbiera życie
Camino del Muerte, znana również jako Droga Śmierci, to 40-milowy (ok. 64 km) szlak w Boliwii, który opada o ponad 300 metrów. To wąska, wyboista ścieżka, pozbawiona barier ochronnych, prowadząca przez gęsty las deszczowy. Miejsce to słynie z częstych osuwisk i katastrofalnie wysokiego wskaźnika wypadków. Według miejscowych służb ratunkowych, w ciągu ośmiu lat doszło tam do około 30 poważnych wypadków, w których ucierpiało ponad 250 osób. Tylko 100 z nich udało się uratować.
„W ciągu ośmiu lat uczestniczyłem w około 30 wypadkach, w których ucierpiało około 250 osób. Uratowaliśmy około 100. Głównym powodem tak wysokiej liczby ofiar są przeładowane ciężarówki i busy, które regularnie spadają z drogi.”
– Kapitan Henard Romero, Policja Ratunkowa Boliwii
Konfrontacja z cocaleros
W 2002 roku, kiedy to odbywała się prezentacja Range Rovera Sport, nowa droga łącząca La Paz z Coroico była jeszcze w budowie. Dlatego Camino del Muerte pozostawała jedynym połączeniem między stolicą a turystycznym miasteczkiem. Problem w tym, że okolice drogi były areną konfliktu między rządem a rolnikami uprawiającymi koki.
Uprawa koki jest w Boliwii legalna – liście wykorzystuje się do produkcji herbaty lub do żucia w celu łagodzenia objawów choroby wysokościowej. Jednak to handel narkotykami stanowił główną gałąź przemysłu, którą DEA chciała zwalczyć. Nowy posterunek policji w Chamac wywołał gniew miejscowych farmerów, którzy zablokowali drogę przy pomocy pni drzew i pojazdów.
Autor artykułu, wraz z ekipą – lokalnym przewodnikiem, medykiem i himalaistą Hugo Berriosem, szwedzkim uczestnikiem wyzwań G4 Challenge Rickardem Beckmanem oraz technikiem Land Rovera Paulem Dubockiem – dotarł do punktu blokady. Mimo prób negocjacji z przywódcą protestujących, Walterem Espejo, nie udało się uzyskać zgody na przejazd. Tłum uzbrojonych w maczety farmerów, pijących miejscowy alkohol, zmusił ekipę do odwrotu.
Alternatywna trasa: przez dżunglę i błotne równiny
Zdesperowana ekipa musiała obrać inną drogę do Coroico. Trasa prowadziła przez dzikie, trudno dostępne tereny: błotniste równiny wysokogórskie i głęboką dżunglę. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem, jednak wkrótce okazało się, że i ta trasa nie jest pozbawiona niebezpieczeństw.
Ratunek w pomarańczowym Land Roverze
Podczas podróży, kluczową rolę odegrał pomarańczowy Land Rover Defender, który pełnił rolę samochodu wsparcia. To on okazał się ostatecznym ratunkiem w wielu krytycznych momentach. Dzięki jego niezawodności i odwadze załogi, dziennikarzowi udało się bezpiecznie dotrzeć do celu – choć doświadczenie to na zawsze pozostało w jego pamięci jako jedno z najbardziej niebezpiecznych w życiu.
Dlaczego Camino del Muerte jest tak niebezpieczna?
- Brak barier ochronnych: wąska, kręta droga prowadzi wzdłuż stromych klifów.
- Częste osuwiska: intensywne opady deszczu powodują osunięcia ziemi, blokując przejazd.
- Przeładowane pojazdy: ciężarówki i busy przewożące pasażerów często tracą panowanie na zakrętach.
- Konflikty społeczne: blokady drogowe przez lokalnych farmerów są częstym zjawiskiem.
- Wysokość nad poziomem morza: trasa prowadzi przez tereny położone na wysokości nawet 4 650 metrów.