Serii play-off NBA nie brakuje niespodzianek, ale nikt nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Pistonsi, najwyżej rozstawieni w Konferencji Wschodniej, prowadzący w tabeli ligi, przegrali 2:1 z ósmym w klasyfikacji Magicami z Orlando. Co gorsza, w dwóch porażkach drużyna z Florydy prezentowała się znacznie lepiej – szybciej, twardsza i z lepszymi strzelcami.
Dla Detroit oznacza to poważny problem. Aby pokonać Magic, Pistonsi muszą nie tylko wygrać, ale przede wszystkim zrobić to w sposób zdecydowany. W meczach rozgrywanych do ostatniej akcji, szala zwycięstwa coraz częściej przechyla się na stronę Orlando.
Tydzień temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Magic byli bliscy buntu przeciwko sztabowi szkoleniowemu, a ich perspektywy wydawały się beznadziejne. Dziś natomiast drużyna jest w pełni sił, a zawodnicy, którzy dotąd pojawiali się jedynie w przelocie, teraz grają na najwyższym poziomie. Tymczasem Pistonsi, liderzy ligi od 2007 roku, prowadzeni przez wschodzącą gwiazdę Cade’a Cunninghama, zostali zaskoczeni przez zespół, który do tej pory nie był postrzegany jako poważny rywal.
Kluczową rolę w zmianie formy Magic odegrali rezerwowi, którzy w decydujących momentach okazali się skuteczniejsi niż czołowi gracze Detroit. Dla Pistonsów to ostrzeżenie – w play-offach liczy się nie tylko indywidualny talent, ale przede wszystkim skuteczność w najważniejszych akcjach.