Filadelfia, Pensylwania – 23 lipca 2024 roku. Daryl Morey, były prezes Philadelphia 76ers, udziela wywiadu prasie podczas prezentacji Paula George’a. Jego sześciolatka na stanowisku generalnego menedżera dobiegła końca, pozostawiając po sobie trwały ślad w historii klubu.
Ostatnia dekada 76ers była pasmem porażek, ale ile z nich wydarzyło się za kadencji Moreya? Nowy Jork, 2 listopada 2020 roku – to data, od której Morey objął stanowisko. Wszystko, co złego spotkało zespół przed tą datą, nie jest jego odpowiedzialnością. Wymiana wyboru na Jaysona Tatuma na Markelle’a Fultza? Przed Moreyem. Transfer Jimmy’ego Butlera? Przed Moreyem. Kontrakty Tobiasa Harrisa i Bena Simmonsa? Przed Moreyem. Wymiana Mikala Bridgesa na Zhaire’a Smitha? Również przed Moreyem.
Morey został zwolniony w 2024 roku, kończąc swoją kadencję jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli filozofii „trójek i layupów”, odrzucającej rzuty z dystansu. W ramach tej strategii popełnił błędy, jak każdy menedżer NBA. Jednak większość szkód została już wyrządzona, a on sam postawił zespół w możliwie najlepszej pozycji, mając ograniczone możliwości. Jego odejście oznaczało konieczność zmiany podejścia, ale Morey dał 76ers szansę na sukces, mając w rękach trudne karty.
Dziedzictwo, którego nie wybrano
W momencie objęcia stanowiska Morey otrzymał dwa niepodważalne warunki: trenerem zespołu był Doc Rivers, zatrudniony zaledwie miesiąc wcześniej, a kluczowymi zawodnikami – Joel Embiid i Ben Simmons. Każdy ruch zespołu przez trzy lata był podporządkowany temu planowi. Morey otrzymał ster, ale były to klucze do samochodu z poważnymi problemami technicznymi.
Już 16 dni po objęciu stanowiska Morey wybrał Tyreese Maxeya w drafcie. Musiał działać z tym, co miał, bez możliwości gruntownej przebudowy zespołu. Można to porównać do sytuacji, w której kierowca Formuły 1, Niki Lauda, testuje Ferrari i mówi: „To jest okropne, prowadzi się jak świnia”. Mechanik odpowiada: „Nie wolno tak mówić… to Ferrari!”. Tak właśnie wyglądała sytuacja Moreya – nigdy nie miał szansy na budowę zespołu od zera, musiał działać z ograniczeniami.
Embiid i Simmons – obciążenie, które ciążyło przez lata
Joel Embiid, po trzech kolejnych latach na drugim, drugim i pierwszym miejscu w głosowaniu na MVP (2020-2023), stał się dla Filadelfii symbolem nadziei po latach celowych porażek. Morey musiał zapłacić mu każdą cenę, jaką zażąda, niezależnie od sytuacji finansowej zespołu. To zobowiązanie, które ograniczało elastyczność kadrową.
Ben Simmons natomiast okazał się koszmarem na wielu płaszczyznach – sportowej, osobistej, finansowej i niemal metafizycznej. Jego konflikt z klubem, problemy zdrowotne i brak zaangażowania doprowadziły do sytuacji, w której Morey przez rok prowadził negocjacje z zawodnikiem, nie mogąc go ani wymienić, ani skutecznie włączyć do zespołu. Ostatecznie Simmons trafił do Brooklyn Nets w wymianie, która nie przyniosła 76ers oczekiwanych korzyści.
Czy Morey miał szansę na sukces?
Filozofia Moreya opierała się na maksymalizacji efektywności rzutów – unikaniu długich dwójek na rzecz trójek i layupów. Choć podejście to było kontrowersyjne, dało zespołowi pewną strukturę. Jednak ograniczenia, z którymi musiał się zmagać, były ogromne. Embiid, Simmons i wcześniejsze decyzje kadrowe stanowiły ciężkie dziedzictwo, z którym trudno było sobie poradzić.
Morey nie był idealnym menedżerem, ale jego odejście nie rozwiązuje problemów 76ers. Nowa kadra zarządzająca musi podjąć trudną decyzję: kontynuować filozofię Moreya, czy całkowicie ją odrzucić. Jedno jest pewne – zespół potrzebuje gruntownej przebudowy, aby odzyskać pozycję w lidze.