Samochody autonomiczne stały się współczesnym odpowiednikiem wyścigu kosmicznego. Producenci samochodów na całym świecie rywalizują o to, kto jako pierwszy wprowadzi w pełni autonomiczne pojazdy na drogi. Jednak droga do tej rewolucji nie jest prosta – historia systemów wspomagania jazdy obfituje w błędy i tragiczne wypadki.
Tesla, dzięki swojemu systemowi Autopilot, od 2015 roku należy do pionierów w dziedzinie zaawansowanych systemów wspomagania kierowcy. Od 2019 roku technologia ta dostępna jest we wszystkich modelach marki. Autopilot to nie tylko system utrzymywania pasa ruchu czy tempomatu adaptacyjnego – potrafi wykrywać przeszkody, hamować automatycznie, monitorować martwe punkty oraz dostosowywać prędkość do warunków drogowych. Pomimo swoich zalet, system ten był wielokrotnie powiązany z poważnymi wypadkami, w tym śmiertelnymi.
Pierwszy tragiczny wypadek: Florida, 2016 rok
Pierwszy szeroko nagłośniony incydent miał miejsce w Williston na Florydzie. Kierowca Tesli Model S, pomimo wielokrotnych ostrzeżeń systemu o konieczności trzymania rąk na kierownicy, zignorował je. W efekcie pojazd uderzył w ciężarówkę, a kierowca zginął na miejscu.
Raporty wykazały, że Autopilot był aktywny przez większość trasy, jednak kierowca trzymał kierownicę jedynie przez 25 sekund. W odpowiedzi na ten incydent Tesla zaktualizowała oprogramowanie, wprowadzając wymóg reagowania na sygnały dźwiękowe. Choć w połowie lat 2010. systemy autonomiczne były nowatorskie, ten wypadek stał się przestrogą przed nadmiernym poleganiem na technologii.
Niedoskonałości systemu: kolejne wypadki
Nie wszystkie wypadki były spowodowane wyłącznie błędem ludzkim. W Mountain View w Kalifornii Tesla Model X uderzyła w barierę ochronną, a następnie w dwa inne pojazdy. Po kolizji bateria wysokiego napięcia pojazdu zapaliła się, powodując groźny pożar. Śledczy ustalili, że Autopilot skierował samochód w kierunku punktu zderzeniowego z powodu ograniczeń systemowych. Kierowca polegał zbyt mocno na częściowo zautomatyzowanym systemie, a Autopilot nie skutecznie monitorował jego zaangażowania w prowadzenie pojazdu.
W 2021 roku, po sześciu latach funkcjonowania Autopilota, doszło do kolejnego tragicznego zdarzenia. W Spring w Teksasie Tesla Model S zjechała z drogi i uderzyła w drzewa, zabijając dwóch pasażerów. Początkowo nie było jasne, czy system Autopilot był aktywny przed wypadkiem. Raport NTSB wykazał, że funkcja ta była niedostępna, ponieważ wymagała widocznych linii pasa ruchu. Śledczy stwierdzili, że kierowca mógł skorzystać z systemu Traffic Aware Cruise Control, jednak ograniczała się ona do prędkości maksymalnej obowiązującej na danej drodze.
Analiza danych z rejestratora zdarzeń wykazała, że kierowca znajdował się z przodu pojazdu w momencie wypadku, a następnie przeniósł się na tylne siedzenie. To zdarzenie podkreśliło konieczność wprowadzenia bardziej zaawansowanych systemów monitorowania kierowcy.
Postęp technologiczny: od Autopilota do FSD
W ciągu ostatnich lat Tesla znacząco udoskonaliła swoje systemy, wprowadzając między innymi Full Self-Driving (FSD) – zaawansowaną wersję Autopilota. FSD umożliwia samochodowi wykonywanie podstawowych manewrów, takich jak skręcanie, zmiana pasa ruchu czy nawigacja po trasie. Mimo to, system ten nadal wymaga aktywnego nadzoru kierowcy i nie zapewnia pełnej autonomii.
Eksperci podkreślają, że pomimo postępów, technologie autonomiczne wciąż stoją przed wieloma wyzwaniami. Kluczowe pozostają kwestie bezpieczeństwa, niezawodności systemów oraz odpowiedzialności prawnej w przypadku wypadków. Wypadki z udziałem Autopilota Tesli stanowią ważną lekcję dla całej branży motoryzacyjnej, pokazując, że droga do samochodów w pełni autonomicznych jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.