Bez względu na wynik wojny w Iranie, państwa Zatoki Perskiej stracą swoje centralne miejsce w strukturze bezpieczeństwa Bliskiego Wschodu. Konflikt między Izraelem a Iranem nie jest kolejną regionalną eskalacją – to fundamentalna zmiana układu sił, która już teraz przekształca geografię bezpieczeństwa Zatoki Perskiej.

Nowa rzeczywistość stała się widoczna wraz z rozszerzeniem działań wojennych na przestrzeń morską, w tym wzrostem napięć wokół Cieśniny Ormuz. Infrastruktura państw Zatoki została włączona do teatru działań operacyjnych, a tradycyjne linie frontu przestały istnieć. Koncepcja, że główne miasta regionu, takie jak Dubaj czy Abu Zabi, mogą pozostać poza zasięgiem konfliktu, okazała się iluzoryczna. Ataki rakietowe i dronowe zniwelowały naturalne bariery geograficzne, czyniąc te ośrodki wysokiego ryzyka.

Kluczowa teza jest jednoznaczna: żaden scenariusz wojny nie przyniesie stabilizacji państwom arabskim Zatoki Perskiej. Niezależnie od tego, czy USA i Izrael doprowadzą do zmiany reżimu w Iranie, czy też ten przetrwa, czy wreszcie Waszyngton zdecyduje się na wycofanie z regionu – pozycja Zatoki ulegnie osłabieniu, często wbrew interesom Stanów Zjednoczonych. Nie istnieje scenariusz równowagi, który utrzymałby dotychczasowy status quo.

Cel strategiczny Izraela: regionalna dominacja

Izrael nie ogranicza się jedynie do powstrzymania irańskiego programu nuklearnego czy rakietowego. Te cele są jedynie elementami operacyjnymi, podczas gdy strategicznym założeniem jest uzyskanie przewagi militarnej nad całym regionem – od Lewantu, przez Irak, części Półwyspu Arabskiego, aż po kluczowe szlaki morskie. Taka konfiguracja pozwala Izraelowi zachować swobodę działania we wszystkich teatrach konfliktu, jednocześnie blokując przeciwnikom możliwość odwetu na podobną skalę.

Jest to klasyczna ekspansja terytorialna i ideologiczna, prowadzona przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. Waszyngton deleguje na Izrael rolę głównego regulatora regionalnego ładu, określając progi eskalacji, wyznaczając czerwone linie i wymuszając asymetrię odstraszania. Pozwala to USA na stopniowe wycofywanie się z Bliskiego Wschodu i koncentrowanie strategicznych zasobów w innych regionach – na Kubie, Grenlandii czy na Pacyfiku. Takie podejście wpisuje się w politykę zagraniczną prezydenta Donalda Trumpa.

W tej nowej strukturze Izrael przestaje być jedynie jednym z aktorów regionalnego układu sił, a staje się centralnym węzłem bezpieczeństwa, wokół którego organizowany jest cały system. Konsekwencje tego przesunięcia dotykają wszystkich sąsiadów Izraela, a w szczególności państw arabskich Zatoki Perskiej, które od dekad opierały swoją stabilność na założeniach, które teraz ulegają dekonstrukcji.

USA i model wenezuelski

Porównanie polityki amerykańskiej wobec Bliskiego Wschodu do podejścia wobec Wenezueli może wydawać się zaskakujące, ale zawiera istotne przesłanie. USA, podobnie jak w przypadku Wenezueli, dążą do ograniczenia wpływów regionalnych mocarstw – w tym przypadku Iranu – poprzez wsparcie lokalnych sojuszników (Izrael) i stopniowe wycofywanie się z bezpośredniego zaangażowania. Takie podejście pozwala na utrzymanie wpływów przy jednoczesnym unikaniu kosztownych interwencji wojskowych.

Dla państw Zatoki Perskiej oznacza to jednak utratę gwarancji bezpieczeństwa, na których opierały swoją politykę od czasu zakończenia zimnej wojny. Nowa rzeczywistość wymusza na nich poszukiwanie alternatywnych sojuszy lub przyspieszenie własnych programów zbrojeniowych – często w warunkach rosnącej presji ekonomicznej i politycznej.