W tym tygodniu dwie instytucje z Waszyngtonu – baseballowy zespół Washington Nationals oraz National Park Service – stały się obiektem krytyki w mediach społecznościowych. Ich działania, mające na celu rozbawienie użytkowników, spotkały się z zupełnie przeciwnym skutkiem.
Wszystko zaczęło się od opublikowanego przez Nationals na platformie X (dawniej Twitter) filmu, w którym zawodnikom i komentatorom zadano pytanie: „Jaki jest twój ulubiony sklep na National Mall?” Pomysł okazał się jednak nietrafiony, gdyż National Mall to nie miejsce handlowe, a obszar chroniony jako park narodowy.
Reakcja internautów była natychmiastowa i jednoznaczna. Użytkownicy Twittera, Reddita oraz innych platform wyśmiali pomysł Nationals, wskazując na brak zrozumienia podstawowej funkcji National Mall. Jeden z komentatorów napisał:
„National Mall to nie centrum handlowe, tylko historyczny park narodowy. To tak, jakby pytać o ulubiony sklep na Placu Czerwonym w Moskwie.”
Kolejnym głosem w dyskusji był sam zawodnik Nationals, C.J. Abrams, który w wywiadzie dla mediów przyznał: „National Mall? Gdzie to jest?” Jego wypowiedź tylko pogłębiła wrażenie braku profesjonalizmu w podejściu do komunikacji społecznej.
National Park Service, będący drugą stroną kontrowersji, również nie ustrzegł się gafy. W odpowiedzi na krytykę, opublikował na Instagramie post, w którym próbował wyjaśnić swoją rolę, jednak ton i forma komunikatu zostały odebrane jako aroganckie i nieprzemyślane.
Eksperci ds. marketingu i komunikacji społecznej jednogłośnie krytykują takie podejście. „Media społecznościowe to narzędzie, które wymaga odpowiedzialności i wiedzy o odbiorcach”, mówi Anna Kowalska, specjalistka ds. PR. „Brak rozeznania w temacie i próba na siłę wywołania humoru może przynieść więcej szkody niż korzyści.”
Incydent z Nationals i National Park Service pokazuje, jak ważne jest, aby instytucje publiczne i sportowe dokładnie przemyślały swoje komunikaty w mediach społecznościowych. Zamiast zyskiwać sympatię, obie organizacje straciły na wiarygodności, a ich działania stały się przykładem, jak nie prowadzić działań promocyjnych.