Podczas zeszłorocznego festiwalu SXSW stanęliśmy na scenie z kolegą z londyńskiej agencji projektowania cyfrowego Tangent, aby zadać prowokacyjne pytanie: co by było, gdyby przy każdym sprawdzeniu telefonu unosił się widoczny obłok dymu? Choć nie widzimy bezpośrednio wpływu naszego cyfrowego życia na środowisko, jest on bardzo realny.

W ciągu ostatnich dwóch dekad ekosystem cyfrowy stał się niewidzialną infrastrukturą społeczeństwa. Obecnie ponad 60% światowej populacji korzysta z internetu. Każdy użytkownik generuje średnio 229 kg dwutlenku węgla rocznie, co stanowi prawie 4% średniej emisji gazów cieplarnianych na osobę. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z ukrytych kosztów naszego coraz bardziej zcyfryzowanego życia.

Internet może wydawać się ulotny, ale opiera się na fizycznej infrastrukturze. Każda wiadomość e-mail, tekst, post, film, strona internetowa czy odpowiedź AI jest przetwarzana w fizycznych centrach danych i przechowywana w „chmurze” – która w rzeczywistości to nic innego jak fizyczne serwerownie. Choć często mówi się o wpływie transportu, mody, rolnictwa czy opakowań na środowisko, rzadko poruszamy temat kosztów środowiskowych naszych godzin spędzanych online.

Każde przewinięcie Instagrama, zakupy w sieci, zadawanie pytań ChatGPT czy archiwizowanie tygodniowych e-maili poszerza nasz cyfrowy ślad węglowy i generuje ogromne ilości emisji.

Energia doświadczenia cyfrowego

Dziś oczekujemy immersyjnych doświadczeń cyfrowych – bogatych wizualnie, z autoplayowymi filmami i płynnymi animacjami. Koleżanka z Tangent zwróciła uwagę, że niemal każde zlecenie klienta nawiązuje do najbardziej efektownych marek jako wzorca. Pokazała, jak wysoko animowane, medialnie obciążone strony wymagają większej ilości przesyłanych danych, co bezpośrednio przekłada się na zużycie energii i emisję CO₂. Na stronach o dużym ruchu miesięcznym wpływ ten się mnoży. Niestety, niewielu użytkowników, a nawet projektantów, bierze pod uwagę wpływ zbędnych animacji, ciężkich obrazów czy automatycznie odtwarzanych filmów na środowisko.

Każda decyzja dotycząca wielkości pliku, ruchu czy osadzania mediów zwiększa zapotrzebowanie energetyczne sieci. Przemyślany design cyfrowy może zmniejszyć obciążenie, nie tracąc na kreatywności czy jakości doświadczenia użytkownika.

AI zużywa energię i wodę

Pojedyncze zapytanie do generatywnej sztucznej inteligencji zużywa niemal dziesięciokrotnie więcej energii niż standardowe wyszukiwanie w internecie. Rosnące zapotrzebowanie branży technologicznej jest tak duże, że Constellation Energy zapowiedziało ponowne uruchomienie elektrowni jądrowej Three Mile Island, aby zasilić centra danych Microsoftu.

Centra danych pochłaniają ogromne ilości energii. Na całym świecie odpowiadają za około 1,5% globalnych emisji gazów cieplarnianych – to tyle, ile emituje cała branża lotnicza. Co więcej, te obiekty, często lokalizowane na pustyniach lub w odległych rejonach, gdzie łatwiej o duże powierzchnie, zużywają olbrzymie ilości pitnej wody do chłodzenia serwerów. Według danych z 2022 roku, centra danych Google zużyły około 4,3 miliarda galonów wody – to odpowiednik czterodniowego zaopatrzenia w wodę dla 8,5 miliona mieszkańców Nowego Jorku.

Wzrost bez ograniczeń

Negatywny wpływ naszego cyfrowego życia nasila się wraz z bezprecedensową skalą inwestycji. Microsoft zapowiedział wydatki rzędu 80 miliardów dolarów na budowę centrów danych skupionych na AI. Meta nie pozostała w tyle, planując przeznaczyć 60–65 miliardów dolarów na rozbudowę i budowę nowych obiektów. Te zobowiązania nie idą w parze z wprowadzaniem rozwiązań ograniczających emisję czy zużycie zasobów.

Eksperci ostrzegają, że bez zmian w podejściu do projektowania cyfrowego, zarządzania danymi i efektywności energetycznej, cyfrowy ślad węglowy będzie nadal rósł w zastraszającym tempie. Czas na podjęcie działań jest teraz – zanim koszty środowiskowe staną się nieodwracalne.

Źródło: Fast Company