Republikanie aktywnie wykorzystują manipulacje granicami okręgów wyborczych (gerrymandering), orzeczenia sądowe oraz procedury administracyjne, aby zbudować mechanizm utrzymania kontroli nad Izbą Reprezentantów – podobny do systemu Kolegium Elektorskiego w wyborach prezydenckich. I to działa.
Według najlepszych szacunków, aby Demokratom udało się zdobyć wąską większość w Izbie, musieliby uzyskać przewagę około +4 punkty procentowe w ogólnokrajowym głosowaniu powszechnym. To niemal identyczna różnica, jaką Kolegium Elektorskie daje Republikanom w wyborach prezydenckich.
Jak Republikanie mogą ukraść wybory, nawet jeśli Demokratom uda się wygrać?
Na łamach portalu UnPopulist dziennikarz Andy Craig przedstawił czarnowidzką, ale realną wizję, jak Republikanie mogliby przejąć kontrolę nad Izbą Reprezentantów pomimo zwycięstwa Demokratów w głosowaniu powszechnym.
W styczniu 2027 roku, po wyborach, Republikanie mogliby:
- Zaskarżyć mandaty przedstawicieli z okręgów większościowo mniejszościowych, twierdząc, że zostały one wytyczone niezgodnie z konstytucją (na podstawie precedensu Callais).
- Bez tych mandatów Republikanie mieliby większość w Izbie i mogliby wybrać własnego spikera.
- Nowo wybrany spiker mógłby odmówić uznania mandatów Demokratów wybranych w wyborach uzupełniających, podobnie jak zrobił to Mike Johnson, który blokował mandat Adelity Grijalva z Arizony przez siedem tygodni.
Craig podkreśla, że jest to zmodyfikowana wersja gambitu Donalda Trumpa z 6 stycznia 2021 roku – legalna w teorii, ale moralnie wątpliwa. Wszystko jest możliwe, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się podczas ataku na Kapitol.
„Ludzie, którzy uważają, że to się nie wydarzy, powinni zapytać samych siebie: Czy naprawdę sądzicie, że nic takiego nie mogłoby się powtórzyć?”
Dlaczego Demokratom nie powinno być aż tak straszno?
Mimo tych czarnych scenariuszy, autor artykułu zwraca się bezpośrednio do zaniepokojonych Demokratów: oni i tak wygrają. Tak, system jest przechylony, ale ostateczne zwycięstwo nie zależy wyłącznie od mechanizmów prawnych.
Demokraci mają większe poparcie społeczne, młodsze i bardziej zróżnicowane elektoraty oraz rosnące zaangażowanie w kwestiach takich jak ochrona praw wyborczych. Co więcej, większość Amerykanów opowiada się za reformami systemu wyborczego, co może w dłuższej perspektywie osłabić wpływy Republikanów.
Tak więc, choć Republikanie mogą próbować manipulować systemem, prawdziwa walka o demokrację rozgrywa się poza salami sądowymi i gabinetami polityków. To walka o serca i umysły wyborców – i w tej sferze Demokratom wciąż się powodzi.
Podsumowując: nie panikujcie, ale bądźcie czujni. System jest kruchy, ale nie niezniszczalny. A zwycięstwo w demokracji zależy nie tylko od praw, ale także od tego, kto potrafi je skutecznie wykorzystać.