Sztuczna inteligencja (AI) wkracza do branży filmowej, ale nie w sposób, który większość osób mogłaby sobie wyobrazić. Gdy mowa o AI w Hollywood, często myśli się o deepfake’ach, syntetycznych aktorach czy scenariuszach i filmach generowanych przez maszyny. Narzędzia takie jak Google Veo3, Pika Labs czy Kling AI zdobyły medialny rozgłos dzięki fotorealistycznym klipom wideo, a OpenAI Sora 2 – choć niedawno wycofany – również wzbudził spore zainteresowanie.

Dla niezależnych filmowców prawdziwa rewolucja dzieje się jednak poza kadrem. Od lat reżyserzy i operatorzy musieli łączyć rolę artystów, techników, menedżerów projektów i negocjatorów. Teraz AI przejmuje część żmudnych zadań, uwalniając twórców od rutyny.

AI nie zastąpi operatorów – ułatwi im pracę

Michael Goi, były prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Operatorów Filmowych (ASC) i współprzewodniczący jego komitetu ds. AI, pamięta panikę, jaka ogarnęła branżę kilka lat temu. „Wiele osób obawiało się, że AI całkowicie zastąpi ludzką pracę” – mówi. Jak jednak podkreśla, te obawy są przesadzone. Podczas niedawnego seminarium ASC przedstawił jeden z największych problemów związanych z powszechnym stosowaniem AI w produkcji wideo: spójność.

Podczas pokazu na żywo, w którym uczestniczył sześciorotnie nominowany do Oscara operator Caleb Deschanel oraz twórczyni AI Ellenor Argyropoulos, filmowcy próbowali wykorzystać narzędzia AI do stworzenia konkretnego ujęcia. „Caleb miał bardzo precyzyjną wizję, a mimo to trudno było nawet zbliżyć się do oczekiwanego rezultatu” – wspomina Goi. Mimo postępów, narzędzia do generowania wideo wciąż są głównie ukierunkowane na treści krótkometrażowe. Większość z nich generuje klipy o długości do dwóch minut w jakości 4K.

To dobra wiadomość dla rosnącej liczby twórców pracujących nad seriami w formacie pionowym, wśród których jest sam Goi. Dzięki temu mają oni możliwość testowania nowych modeli generowania wideo, często jeszcze przed ich oficjalną premierą.

AI w akcji: od owocowych melodramatów po profesjonalne scenopisy

Przykładem potencjału AI jest „Fruit Love Island” – mikro-dramat generowany przez AI, stworzony przez konto @ai.cinema021 na TikToku. Serial, opisywany jako „owocowy szlam”, stał się najszybciej rosnącym kontem na platformie, zdobywając ponad 3 miliony obserwujących w zaledwie dziewięć dni i 300 milionów wyświetleń. Jego produkcja została jednak przerwana w marcu z powodu niskiej jakości. Każdy dwuminutowy odcinek miał być tworzony w około trzy godziny, wykorzystując narzędzia takie jak Object Talk do generowania scenariuszy, które następnie były przetwarzane przez AI do produkcji wideo.

Dla większości niezależnych operatorów korzyści AI nie leżą jednak na ekranie, lecz poza nim – w uproszczeniu procesu planowania zdjęć.

Scenopisy i wizualizacje w mgnieniu oka

Choć w pełni zautomatyzowane filmy fabularne wciąż pozostają odległą perspektywą, filmowcy coraz częściej korzystają z narzędzi takich jak Midjourney czy Runway do tworzenia scenopisów i wizualnych odniesień. Rob Berry, niezależny operator współpracujący z markami takimi jak Bergdorf Goodman i Nordstrom, pamięta pierwsze spotkanie z AI-generowanymi scenopisami podczas pracy nad projektem reklamowym. „Klienci mogli je stworzyć bardzo szybko, modyfikować dzień przed zdjęciami i przekazywać mi. Byłem pod wrażeniem – przyszłość jest tuż za rogiem” – mówi.

Podobne doświadczenia ma reżyser Sage Bennett, który współpracował z markami takimi jak Dior i Jim Beam. „Budżety maleją, a oczekiwania rosną. AI pozwala nam szybciej testować różne koncepcje wizualne i dostarczać klientom gotowe materiały w krótszym czasie” – wyjaśnia. Dzięki temu procesy produkcyjne stają się bardziej elastyczne, a twórcy zyskują więcej czasu na kreatywne aspekty pracy.

Źródło: Fast Company