Ted Danson, ikona amerykańskiej telewizji od ponad czterech dekad, wyznał niedawno, że po kolejnym nieudanym projekcie sitcomowym rozważał definitywne odejście od małego ekranu. W rozmowie na swoim podcaście „Where Everybody Knows Your Name” aktor przyznał, że doświadczenie z serialem „Help Me Help You”, który został zdjęty z anteny stacji ABC w trakcie sezonu, było dla niego punktem zwrotnym.

— Po „Cheers” i „Beckerze” postanowiłem spróbować jeszcze jednej półgodzinnej komedii. Ale to nie wypaliło. Wtedy pomyślałem: „Zostałem na tej półgodzinnej imprezie zbyt długo. Już nie jestem zabawny. Nawet sam siebie nie bawię. Są ludzie, którzy robią naprawdę świetne, zabawne rzeczy. Czas to skończyć” — powiedział Danson.

Gościem odcinka był Adam Scott, a okazjonalnym współprowadzącym pojawiał się Woody Harrelson, z którym Danson grał w „Cheers” od czwartego sezonu. Podczas rozmowy aktor opowiadał o różnych zwrotach w swojej karierze, w tym o próbach sił w dramatach, takich jak „Szeregowiec Ryan” w reżyserii Stevena Spielberga, oraz o początkowej niechęci do serialu „Curb Your Enthusiasm”, którego pilot uznał za „beznadziejny”.

Prawdziwy powrót Dansona do telewizji nastąpił dzięki serialowi „Damages”, w którym wcielił się w postać miliardera Arthura Frobishera. To właśnie ten projekt przywrócił mu pasję do aktorstwa.

„Damages” dało mi to, czego brakowało. Scenariusz był genialny, a ja dostawałem na planie ciepłe strony scen, które dopiero co napisano — opowiadał Danson. — To było jak nieograniczona wolność twórcza.

Danson ma za sobą długą listę sukcesów telewizyjnych. Grał w „Cheers” (1982–1993), „Beckerze” (1998–2004), „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas” (2011–2015), „The Good Place” (2016–2020) oraz w wielu innych produkcjach. Jednak to „Damages” (2007–2010) okazało się przełomem, który wyciągnął go z telewizyjnego dołka.

Aktor przyznał, że to właśnie ten serial skłonił go do zatrudnienia trenera aktorskiego — po raz pierwszy w karierze. Pisarz Glenn Kessler i producent Todd Kessler zaproponowali mu współpracę z aktorskim mentorem na tydzień przed rozpoczęciem zdjęć.

— Powiedzieli: „Czy miałbyś coś przeciwko pójściu do naszego trenera aktorskiego?” A ja pomyślałem: „O kurczę, chyba jestem do niczego, skoro się o to martwią”. Na szczęście poszedłem, choć byłem wewnętrznie załamany. Okazało się, że trener był genialny — wspomina Danson.

Trener aktorski uświadomił mu, że jest „miłym aktorem”, któremu publiczność ufa i którego chce oglądać. Jednak rola Frobishera wymagała czegoś więcej — „potrzebowałem bezczelności wobec materiału. Musiałem wiedzieć, że mogę odejść od schematu” — wyjaśnił Danson.

Źródło: The Wrap