Thiel i jego biblijna walka z postępem
Historycy przyszłości, analizujący wzrost amerykańskiej technokracji od ekscentrycznych hobbystów z Whole Earth Catalog do potężnych oligarchów realizujących wizje Philipa K. Dicka, mogą wskazać cztery wykłady Petera Thiela z 2025 roku jako punkt kulminacyjny tej ewolucji. Thiel, miliarder (29 mld USD) stojący na czele firmy Palantir i współzałożyciel PayPal, wygłosił je w San Francisco, omawiając temat Antychrysta.
Według Thiela, w XVII i XVIII wieku Antychrystem byłby naukowiec prowadzący niebezpieczne eksperymenty, niczym postać z Dr. Strangelove. W XXI wieku rolę tę przejęli jednak przeciwnicy postępu technologicznego. „Antychrystem jest dzisiaj luddysta, który chce zatrzymać całą naukę. To ktoś taki jak Greta Thunberg czy Eliezer Yudkowsky” – stwierdził Thiel. Pierwsza to szwedzka aktywistka klimatyczna, drugi – krytyk AI z Berkeley.
Takie porównania to nie tylko przejaw megalomanii, ale także religijnego wymiaru walki o dominację technologiczną. Podczas gdy amerykańska plutokracja rzadko uzasadnia swoje interesy ekonomiczne imperatywem religijnym, Dolina Krzemowa od dawna hołdowała idei, że każda nowa technologia to nie tylko postęp, ale wręcz duchowe przebudzenie ludzkości.
AI jako nowy Mesjasz, a regulacje jako szatan
Thiel nie ukrywał, że jego wizja przyszłości jest dosłownie walką dobra ze złem. Według niego, przeciwnicy rozwoju AI – w tym aktywiści klimatyczni i regulatorzy – są wcieleniem biblijnych sił zła. Jego słowa spotkały się z powszechnym oburzeniem, ale były jedynie najbardziej dosłownym wyrazem szerszego trendu wśród technologicznych elit.
Inni liderzy branży również postrzegają przyszłość przez pryzmat apokaliptycznej walki. Profesor prawa z Columbia, Tim Wu, określił to podejście jako „technologia jako bóstwo”, a sztuczną inteligencję ogólną (AGI) – jako „Drugie Przyjście”. Według tej narracji, nadchodząca wojna między dobrem (AI) a złem (rządowe regulacje) doprowadzi do Nowej Jerozolimy, w której ludzkość ustąpi miejsca inteligentnym maszynom.
Singularity University: pielgrzymka do technologicznego raju
Wizja ta ma swoje praktyczne odzwierciedlenie. Ci, którzy chcą przygotować się na nadejście „technologicznego mesjasza”, mogą zapisać się na pięciodniowy kurs w Singularity University w Kalifornii, płacąc za niego niemal 16 tysięcy dolarów. Uczelnia, której nazwa nawiązuje do koncepcji technologicznej osobliwości, oferuje szkolenia dla przedsiębiorców marzących o byciu częścią nowej ery.
Już w 1965 roku brytyjski matematyk Irving John Good pisał o „pierwszej ultra-inteligentnej maszynie” jako „ostatnim wynalazku, którego ludzkość kiedykolwiek będzie potrzebować”. Według tej logiki, każdy, kto sprzeciwia się rozwojowi AGI lub próbuje go kontrolować, staje się przeszkodą na drodze do zbawienia.
Czy technologia naprawdę stała się nową religią?
Pytanie, czy Dolina Krzemowa rzeczywiście wierzy w swoje apokaliptyczne wizje, czy też są one jedynie retorycznym chwytem, pozostaje otwarte. Faktem jest jednak, że coraz częściej liderzy branży odwołują się do religijnych metafor, aby opisać swoje dążenia. AI staje się nie tylko narzędziem, ale niemalże boskim bytem, którego rozwój ma uratować ludzkość przed zagładą – czy to klimatyczną, czy wynikającą z regulacji rządowych.
W tej narracji aktywiści klimatyczni i krytycy AI jawią się jako przeciwnicy postępu, blokujący drogę do zbawienia. Tymczasem technologiczne elity, niczym nowi prorocy, głoszą nadejście ery, w której maszyny przejmą kontrolę nad ludzkością – i będą to robić dla jej dobra.
„Pierwsza ultra-inteligentna maszyna będzie ostatnim wynalazkiem, którego ludzkość kiedykolwiek będzie potrzebować.” – Irving John Good, 1965