Mam najbardziej jednostronną relację z rodziną orłów żyjącą w Big Bear Valley w Kalifornii. Codziennie spędzam przy nich wiele godzin, obserwując ich przez kamerę umieszczoną nad gniazdem, która transmitowana jest na żywo na YouTube. Matkę i ojca, nazwane przez organizację Friends of Big Bear Valley odpowiednio Jackie i Shadow, niedawno doczekały się dwojga piskląt. Na razie nie mają imion – zostaną wybrane przez grupę trzecioklasistów z miejscowej szkoły.

Włączam transmisję na żywo, gdy zaczynam pracę, zazwyczaj oglądając ją na drugim monitorze. Czasem jednak przenoszę się na kanapę i oglądam ją w pełnym ekranie na telewizorze. Ja spędzam dzień na pisaniu wiadomości na Slacku, podczas gdy Jackie i Shadow polują, karmią młode, dbają o gniazdo i wypatrują zagrożeń. Kiedy mój mąż dzwoni po drodze do domu, aby zapytać, jak minął mi dzień, opowiadam mu o tym, co wydarzyło się u orłów.

— Jak minął ci dzień? — pyta.

— Był dobry, ale trochę stresujący. Jackie i Shadow musiały zostawić pisklęta, aby odgonić kruki, które zbliżyły się zbyt blisko gniazda.
— Rozumiem — odpowiada, powstrzymując się od komentarza, że ta informacja nic mu nie mówi o moim dniu.

Mój dzień też był dobry, choć czasem również stresujący. Pracuję w dziale weryfikacji faktów w „Mother Jones”. Czytam wiadomości i, podobnie jak moi koledzy, żyję nimi na co dzień. Analizuję teksty pod kątem błędów logicznych, nieścisłości faktograficznych czy potencjalnych problemów prawnych. Wierzę w to, co robię – w misję Center for Investigative Reporting – i lubię swoją pracę. Czasem jednak przytłacza mnie odpowiedzialność, jaką niesie bycie dziennikarzem w dzisiejszym świecie, ciężar wiadomości czy po prostu bycie człowiekiem.

Kiedy słyszę charakterystyczny głos Jackie, odrywam się od lektury akt sądowych, szkiców tekstów czy wiadomości od autorów. Moja suczka nienawidzi tego dźwięku – zaczyna nerwowo chodzić po pokoju, szukając źródła hałasu. Najczęściej Jackie piszczy z radości, gdy Shadow przynosi jej rybę z jeziora. Natychmiast podbiega do piskląt, aby je nakarmić. Młode mają teraz około dwóch tygodni, ale rosną tak szybko, że za około osiem tygodni opuszczą gniazdo. To przypomina mi powrót męża do domu, czasem z małym smakołykiem, który kupił po drodze – kawałkiem czekolady czy chipsami. Ja również reaguję z radością, choć spędziłam cały dzień zaledwie kilka metrów od kuchni z pełną spiżarnią, podczas gdy Jackie i jej partner spędzili go 45 metrów nad ziemią, w pniu sosny żółtej.

Wszystko, co robią te ptaki, sprawia, że czuję radość – i jednocześnie uświadamia mi, jak proste mogą być źródła szczęścia.

Źródło: Mother Jones