W drugiej części Mortal Kombat II fani serii mogli zobaczyć śmierć Cole’a Younga (Lewis Tan), pierwotnego protagonisty rebootu z 2021 roku. Jego los nie zaskoczył nikogo, kto śledził losy nowej odsłony kultowej serii – bohater nie doczekał finału turnieju, w którym miał walczyć o los świata.
Cole Young powrócił w sequelu tylko po to, by zginąć w pierwszej rundzie. Po krótkim wprowadzeniu, w którym przypomniano jego pochodzenie (potomek Scorpiona), mocne strony oraz rodzinę, bohater został wysłany na arenę Dead Pool. Tam czekał na niego Shao Kahn (Martyn Ford), wszechmocny cesarz Outworldu, który okazał się oszukiwać dzięki magii Lorda Raidena (Tadanobu Asano).
Mimo pozorów sprawiedliwej walki, Cole zdołał nawet zadać przeciwnikowi poważny cios, przecinając mu gardło. Jednak Shao Kahn, korzystając z nieśmiertelności, błyskawicznie odwrócił sytuację. Uderzył Cole’a w twarz swoim koszmarnym młotem Wrath Hammer, a następnie zrzucił go do zbiornika żrącego kwasu, który dosłownie rozpuścił ciało bohatera.
Śmierć Cole’a Younga była nie tylko brutalna, ale także symboliczna. Postać, która miała być nowym ulubieńcem publiczności, stała się obiektem żartu, a jej los mógł być celową odpowiedzią na głosy fanów krytykujących pierwszą część. Choć oficjalne wyjaśnienie nie zostało jeszcze podane, śmierć Cole’a wpisuje się w trend serii, w której śmierć często jest tymczasowa – w samym filmie doszło do pięciu wskrzeszeń lub quasi-wskrzeszeń.
Scena śmierci Cole’a Younga, choć szokująca, nawiązuje do charakterystycznego stylu serii Mortal Kombat – brutalności, widowiskowości i nieprzewidywalności. Czy jednak twórcy celowo zlekceważyli nową postać, aby zadowolić najbardziej wymagających fanów? Jedno jest pewne: śmierć Cole’a Younga na zawsze pozostanie jedną z najbrutalniejszych scen w historii serii.