Przez miliony lat rzeka Missisipi płynęła swobodnie, niosąc około 400 milionów ton osadów rocznie do Luizjany, gdzie osiadając, tworzyła nowe lądy. Jednak na początku XX wieku rząd USA oraz władze stanowe rozpoczęły budowę tam i regulację koryta rzeki, aby zapobiegać powodziom. Te działania „ujarzmiły” Missisipi, znacznie ograniczając naturalne procesy tworzenia nowego terenu.

Sytuację pogorszył rozwój przemysłu naftowego, który poprzez wykopanie szerokich kanałów w delikatnych mokradłach, dodatkowo osłabił strukturę gleby. W połączeniu z podnoszeniem się poziomu mórz, osiadaniem terenu i nasilającymi się burzami, Luizjana utraciła ponad 5 tysięcy kilometrów kwadratowych mokradeł w ciągu ostatniego stulecia. Tempo zanikania lądu jest przerażające – co 100 minut znika obszar wielkości boiska piłkarskiego. Według prognoz, do 2050 roku region może stracić kolejne 7,8 tysiąca kilometrów kwadratowych, jeśli nie zostaną podjęte radykalne działania.

W ostatnich latach coraz częstsze huragany doprowadziły do masowej migracji mieszkańców z południowych parafii Luizjany. Jedyną nadzieją na ocalenie wybrzeża są złożone i kosztowne projekty renaturyzacyjne. Ich realizacja stała się jednak znacznie trudniejsza po niedawnym wyroku Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych.

Sąd Najwyższy blokuje walkę o odszkodowania

13 czerwca Sąd Najwyższy USA jednogłośnie orzekł, że pozew gminy Plaquemines Parish przeciwko koncernowi Chevron, oskarżającemu firmę o dewastację mokradeł i przyspieszenie zanikania lądu, powinien zostać przeniesiony z sądu stanowego do federalnego. Decyzja ta unieważniła wcześniejszy wyrok, nakazujący Chevron zapłacić 745 milionów dolarów odszkodowania.

Sprawa ma długą historię. Gmina Plaquemines Parish pozwała Chevron w 2013 roku, zarzucając koncernowi, że jego działalność wydobywcza w latach 40. XX wieku, prowadzona w ramach współpracy z wojskiem, doprowadziła do trwałych szkód ekologicznych. Sędzia Clarence Thomas uznał, że sprawa powinna być rozpatrywana w sądzie federalnym, ponieważ w tamtym okresie Chevron działał jako kontrahent armii amerykańskiej.

„To absurdalna sytuacja”, skomentował Patrick Parenteau, emerytowany profesor prawa z Vermont Law and Graduate School. „Tyle czasu i wysiłku włożono w proces przed ławą przysięgłych w Luizjanie, a teraz wszystko trzeba zacząć od nowa – tym razem w federalnym budynku sądu, dosłownie kilka ulic dalej.”

Federalne sądy są powszechnie postrzegane jako bardziej przychylne dla przemysłu. Decyzja Sądu Najwyższego została entuzjastycznie przyjęta przez administrację Donalda Trumpa. Krytycy uznali ją za zwycięstwo dla gigantów naftowych, jednak eksperci prawnicy podkreślają, że to jedynie tymczasowa ulga. Chevron i inne koncerny i tak będą musiały stanąć przed ławą przysięgłych w Luizjanie – tym razem w sądzie federalnym.

Dlaczego sprawa trafiła do sądu federalnego?

Sędzia Thomas argumentował, że działalność Chevron w latach 40. miała charakter wojskowy, co uzasadnia przeniesienie sprawy do sądu federalnego. Jednak Edward P. Richards, profesor prawa z Louisiana State University, zwraca uwagę, że sprawa dotyczy również innych aspektów, takich jak pozwolenia na pogłębianie dróg wodnych, które należą do kompetencji sądów federalnych.

„Nie zdziwiłbym się, gdyby liberalni sędziowie również poparli ten werdykt”, powiedział Richards. „Być może uznali, że część zarzutów faktycznie wykracza poza jurysdykcję sądów stanowych.”

Pozew gminy Plaquemines Parish to tylko jeden z dziesiątek podobnych pozwów, jakie zostały złożone przez parafie Luizjany przeciwko koncernom naftowym. Wszystkie one dotyczą oskarżeń o dewastację ekosystemów i przyczynianie się do zanikania wybrzeża. Choć wyrok Sądu Najwyższego może opóźnić procesy sądowe, eksperci są zgodni – walka o sprawiedliwość dla środowiska i mieszkańców regionu nie dobiegła końca.

Źródło: Grist