W marcu 2025 roku administracja prezydenta Donalda Trumpa zaproponowała zakładom energetycznym, chemicznym i przemysłowym niecodzienną możliwość: zwolnienie z kluczowych przepisów ustawy o czystym powietrzu (Clean Air Act), fundamentalnego aktu prawnego, który według szacunków uratował tysiące istnień ludzkich. Wystarczyło wysłać e-mail – bez skomplikowanych wniosków, bez dodatkowych uzasadnień. Termin upływał pod koniec marca.

W odpowiedzi na to zaproszenie do setek firm zaczęły napływać wiadomości. W ciągu zaledwie dwóch tygodni skrzynka mailowa utworzona przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA) została zalana tysiącami wiadomości. Firmy prosiły o zwolnienie z kosztownych wymogów ekologicznych, które miałyby oszczędzić im miliony dolarów, ale jednocześnie pogorszyć jakość powietrza dla milionów Amerykanów.

ProPublica, na podstawie ujawnionych dokumentów uzyskanych w wyniku wniosków o udostępnienie informacji publicznej, przedstawiła najpełniejszy do tej pory obraz jednej z kluczowych decyzji administracji Trumpa, którą EPA nazwała „największą akcją deregulacyjną w historii USA”.

Kto skorzystał z ulgi? Przykłady firm

Wśród podmiotów, które wystąpiły o zwolnienie, znalazły się m.in.:

  • Scrubgrass Reclamation Company – firma zarządzająca elektrownią w zachodniej Pensylwanii, spalającą odpady węglowe. Znaczna część wyprodukowanej energii służy do wydobywania kryptowaluty bitcoin. W swoim wniosku Richard Shaffer, menedżer ds. aktywów, argumentował, że niskie koszty utrzymania elektrowni są kluczowe „dla bezpieczeństwa narodowego USA”. Po 11 dniach otrzymał odpowiedź: „Zezwolenie udzielone”.
  • Citgo Petroleum Corporation – koncern naftowy, którego prawniczka Ann Al-Bahish wystąpiła o zwolnienie dla trzech rafinerii w Illinois, Luizjanie i Teksasie. Wcześniej zakłady te zostały ukarane za naruszenia przepisów Clean Air Act. EPA uznała wówczas, że nowe regulacje „zapewnią kluczową ochronę zdrowia setkom tysięcy osób mieszkających w pobliżu zakładów chemicznych”. Mimo to firma otrzymała zgodę w lipcu.
  • Sterigenics – producent zajmujący się sterylizacją medyczną, który poprosił o zwolnienie dla dziewięciu zakładów emitujących tlenek etylenu, substancję rakotwórczą. Wśród nich były obiekty zlokalizowane m.in. w pobliżu Salt Lake City, Los Angeles, Charlotte i Atlanty. Według danych federalnych, w promieniu mili od tych zakładów mieszka ponad 45 tysięcy osób, głównie przedstawicieli mniejszości. Również w lipcu firma otrzymała pozytywną decyzję.

Żadna z wymienionych firm nie odpowiedziała na prośbę ProPublica o komentarz.

Jak działała procedura? Brak kontroli naukowej

Decyzje o udzieleniu zwolnień podejmowano bez konsultacji z ekspertami EPA. Administracja Trumpa oparła się na przepisach Clean Air Act, których nigdy wcześniej nie stosowano w ten sposób. W efekcie, w ciągu kilku miesięcy ponad 180 zakładów w 38 stanach uzyskało ulgi, pomimo potencjalnego wpływu na zdrowie milionów ludzi.

Dokumenty ujawnione przez ProPublica pokazują, że proces był niezwykle prosty: wystarczyło wysłać e-mail z prośbą, a w wielu przypadkach firma otrzymywała zgodę w formie prezydenckiej proklamacji. Wnioski nie były oceniane pod kątem wpływu na środowisko ani zdrowie publiczne – decydowały głównie względy ekonomiczne.

Skutki dla zdrowia i środowiska

Eksperci ostrzegają, że zwolnienia z przepisów Clean Air Act mogą prowadzić do wzrostu emisji szkodliwych substancji, takich jak dwutlenek siarki, tlenki azotu czy pyły zawieszone. Szczególnie narażone są społeczności znajdujące się w pobliżu zakładów przemysłowych, często zamieszkałe przez mniejszości etniczne i osoby o niskich dochodach.

„To nie tylko kwestia oszczędności dla korporacji, ale realne zagrożenie dla zdrowia milionów Amerykanów. Decyzje podejmowane w ten sposób są nieodpowiedzialne i nie mają podstaw naukowych.”
— Ekspert ds. ochrony środowiska, cytowany przez ProPublica

Reakcja publiczna i polityczne konsekwencje

Informacja o masowych zwolnieniach wywołała falę krytyki wśród organizacji ekologicznych, naukowców i części społeczeństwa. Przeciwnicy polityki Trumpa określają ją jako „atak na standardy ochrony środowiska”, który może mieć długofalowe skutki dla jakości powietrza w USA.

Z kolei zwolennicy argumentują, że nadmierne regulacje stanowią obciążenie dla amerykańskiego przemysłu i hamują jego konkurencyjność. Administracja Trumpa wielokrotnie podkreślała, że jej celem jest „odblokowanie wzrostu gospodarczego poprzez redukcję biurokracji”.

Źródło: ProPublica