Demonstracja, strzelanina i oskarżenia o terroryzm
4 lipca ubiegłego roku grupa 11 osób, wśród których byli nauczycielka szkoły średniej oraz pracownik firmy UPS, zorganizowała pod ośrodkiem Prairie-land Immigration and Customs Enforcement Detention Center w Alvarado w Teksasie (ok. 50 km na południe od Fort Worth) tzw. „demonstrację hałasu”.
Podczas protestu część uczestników pomalowała sprayem obraźliwe hasła na samochodach, inni – korzystając z faktu, że była to noc 4 lipca – odpalali fajerwerki. Początkowo nie doszło do aktów przemocy. Sytuacja zmieniła się, gdy na miejsce przybył policjant Thomas Gross. Według doniesień wyciągnął broń, a następnie został postrzelony przez uczestnika protestu, Benjamina Songa, który ukrywał się w pobliskim lesie.
W wyniku incydentu aresztowano łącznie 19 osób, oskarżonych o różne przestępstwa – zarówno na szczeblu federalnym, jak i stanowym. Osiem z nich nie było obecnych podczas demonstracji. W lutym tego roku dziewięć osób stanęło przed sądem federalnym w Fort Worth. Postawiono im zarzuty m.in.:
- pięciu osób – wielokrotne usiłowanie zabójstwa policjanta oraz funkcjonariuszy służb więziennych;
- ośmiu osób – udzielanie wsparcia materialnego terrorystom, uczestnictwo w zamieszkach oraz używanie i noszenie materiałów wybuchowych;
- dwóch osób – „celowe ukrywanie dokumentów” oraz udział w spisku.
Ostatecznie Benjamin Song został uznany za winnego usiłowania zabójstwa, a pozostali uczestnicy – za udzielanie wsparcia terrorystom. Jednym z oskarżonych był Daniel Sanchez Estrada, posiadający zieloną kartę, który w ogóle nie uczestniczył w proteście. Według prokuratury przewoził on „pudełko z materiałami antyfa”. W rzeczywistości przewiózł jedynie pudełko z anarchistycznymi zinesami, niezwiązanymi z antyfą, z domu swoich rodziców do innego mieszkania w Dallas. Grozi mu do 40 lat więzienia.
„Antyfa” jako wymysł rządowej propagandy
Przypadek ten może przypominać czasy nalotów Palmera lub działalności J. Edgara Hoovera, jednak dzisiaj rząd USA dysponuje znacznie bardziej niepokojącym narzędziem: oskarżeniem o „terroryzm wewnętrzny” i przynależność do rzekomej „komórki terrorystycznej antyfy w północnym Teksasie”.
„Antyfa” stała się głównym wrogiem numer jeden administracji Trumpa, która wykorzystuje cały aparat sprawiedliwości, aby nie tylko zwalczać ruch, ale także likwidować wszelkie formy wsparcia dla niego w społeczeństwie amerykańskim. Co więcej, rząd wprowadził nową kategorię przestępstw – „terroryzm wewnętrzny” – która nie istnieje w amerykańskim kodeksie karnym. To wymysł administracji Trumpa, mający na celu karnalizację wszelkich form sprzeciwu, które uznaje za niewygodne.
Brak dowodów, brak prawa – tylko represje
Prokuratura nie przedstawiła żadnych dowodów łączących protestujących z organizacją „antyfa” lub przemocą. Co więcej, w amerykańskim prawie nie istnieje definicja „terroryzmu wewnętrznego”. To sztucznie stworzona kategoria, służąca do represjonowania przeciwników politycznych.
Eksperci podkreślają, że proces ten charakteryzuje się brakiem poszanowania dla prawnej procedury, standardów dowodowych oraz zdrowego rozsądku. Wszystko wskazuje na to, że administracja Trumpa wykorzystuje system sprawiedliwości do tłumienia dissentów, nawet jeśli nie ma ku temu podstaw prawnych.
„To nie jest walka z terroryzmem, tylko z obywatelami, którzy wyrażają swoje niezadowolenie. Rząd tworzy sztuczne zagrożenia, aby usprawiedliwić represje.”
Kto naprawdę stoi za oskarżeniami?
Analiza sprawy ujawnia, że oskarżenia o „terroryzm” są bezzasadne. Prokuratura nie przedstawiła żadnych dowodów na istnienie zorganizowanej grupy „antyfa” w północnym Teksasie, ani związku pomiędzy protestującymi a jakimkolwiek aktem przemocy poza incydentem z udziałem policjanta Grossa.
Wiele z oskarżonych osób to przypadkowe osoby, których jedynym „przestępstwem” było uczestnictwo w proteście lub posiadanie materiałów, które władze uznały za „podejrzane”. Taka praktyka budzi poważne wątpliwości co do rzetelności procesu sądowego i celowości działań prokuratury.
Czy to precedens dla przyszłych represji?
Eksperci obawiają się, że ten przypadek może stać się precedensem dla przyszłych działań przeciwko aktywistom i organizacjom społecznym. Jeśli rząd będzie mógł bezkarnie oskarżać przeciwników politycznych o „terroryzm” bez dowodów, każdy protest lub krytyka władzy może zostać uznany za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Obrońcy praw człowieka ostrzegają, że takie działania podważają zaufanie do systemu sprawiedliwości i mogą prowadzić do eskalacji represji wobec mniejszości, aktywistów i przeciwników politycznych.