Sędzia Matthew McFarland z Sądu Dystryktowego Południowego Ohio wydał niedawno decyzję w sprawie Doe v. Little Miami School Dist., dotyczącej nauczyciela, który przez cztery lata wywieszał w swojej klasie flagę z napisem „Nienawiść nie ma tu miejsca” oraz symbolami m.in. tęczowej flagi dumy i flagi osób transpłciowych.
Sprawa nabrała tempa w styczniu 2025 roku, kiedy stan Ohio przyjął H.B. 8, tzw. ustawę o prawach rodziców. Dokument daje rodzicom prawo do wglądu w materiały edukacyjne zawierające treści dotyczące seksualności lub ideologii płciowej, definiowane jako „każda ustna, pisemna lub wizualna prezentacja, obraz lub opis pojęć seksualnych lub ideologii płciowej w środowisku szkolnym”. W październiku 2025 roku rada szkolna w Little Miami przyjęła politykę zgodną z nowym prawem.
W lutym 2026 roku przewodniczący rady szkolnej, David Wallace, zażądał usunięcia flagi z klasy. Dyrektor szkoły odmówił jednak wydania takiego polecenia nauczycielowi. Nauczyciel wysłał wówczas e-mail, w którym bronił swojego stanowiska, a superintendent szkoły poparł jego decyzję. Mimo to, 25 lutego 2026 roku rada szkolna głosami 4:1 zdecydowała o usunięciu flagi, powołując się na H.B. 8 oraz przyjętą politykę. Nauczyciel podporządkował się decyzji i zdjął flagę.
Obecnie nauczyciel wniósł o stwierdzenie, że decyzja szkoły naruszyła jego prawa wynikające z I Poprawki do Konstytucji USA, gwarantujące wolność słowa. Sąd musiał jednak rozstrzygnąć, czy może on występować pod pseudonimem. Zgodnie z przepisami, strony postępowania powinny być jawne, a ukrywanie tożsamości jest wyjątkiem.
Dlaczego sąd odrzucił wniosek o anonimowość?
Sędzia McFarland uznał, że nauczyciel nie może występować pod pseudonimem, ponieważ jego dane osobowe zostały już ujawnione publicznie. Argumentował, że:
- Dane nauczyciela, w tym jego imię, nazwisko, stanowisko i zdjęcie, zostały opublikowane w internecie bez jego zgody – proces określany jako „doxing”.
- Informacje te zostały prawdopodobnie pozyskane na podstawie wniosków o dostęp do dokumentów publicznych dotyczących sprawy.
- Nauczyciel sam przyznał, że jego dane są już dostępne publicznie, co osłabia jego argument o konieczności ochrony prywatności.
Sędzia podkreślił, że „interes strony w zachowaniu anonimowości słabnie, gdy anonimowość została już naruszona”. Ponadto stwierdził, że nawet gdyby nauczyciel występował pod pseudonimem, nie zapobiegłoby to ujawnieniu jego tożsamości, ponieważ dane te są już dostępne w przestrzeni publicznej.
Sędzia nie znalazł także wystarczających dowodów na to, że nauczycielowi grozi realne niebezpieczeństwo lub poważne zagrożenie ze strony społeczności lokalnej. Choć nauczyciel twierdził, że ujawnienie jego tożsamości może prowadzić do nękania lub gróźb, sąd uznał, że nie przedstawił on wystarczających dowodów na poparcie tych obaw.
„Podmiot występujący o zachowanie anonimowości nie może oczekiwać, że sąd utrzyma tajemnicę jego tożsamości, gdy ta została już ujawniona w sposób niekontrolowany przez niego samego.”
Decyzja sądu oznacza, że nauczyciel będzie musiał występować pod swoim prawdziwym nazwiskiem w dalszym postępowaniu. Sprawa budzi jednak szersze pytania o granice wolności słowa w szkołach oraz ochronę prywatności nauczycieli i uczniów w kontekście nowych regulacji prawnych.