Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) od dziesięcioleci jest krytykowana za biurokratyczną i nieefektywną działalność, która opóźnia dostęp do leków i innowacyjnych terapii. Procesy zatwierdzania nowych leków bywają tak skomplikowane, że aż absurdalne – wystarczy spojrzeć na dziewięciostronicowe wytyczne dotyczące klasyfikacji mrożonej lasagni, która musi spełniać normy identyfikacyjne makaronu lub klusek według 21 CFR § 139.110–155.

Problem nie ogranicza się jednak do biurokracji. Jak wskazuje ekonomista Alex Tabarrok z George Mason University, FDA ma motywację do opóźniania wprowadzania nowych leków. W przypadku zatwierdzenia szkodliwego preparatu, ofiary są widoczne, natomiast blokowanie dobrych leków prowadzi do śmierci pacjentów, których „pochowuje się w niewidzialnym grobie”.

Pod rządami administracji Donalda Trumpa, a zwłaszcza pod wpływem sekretarza Zdrowia Roberta F. Kennedy’ego Jr., FDA zaczęła skupiać się na promowaniu lub zakazywaniu produktów w oparciu o alternatywne podejścia naukowe. Niedawno agencja zaleciła domy opieki, aby nie podawały pacjentom galaretki Jell-O, uznając ją za szkodliwą, podczas gdy sam Kennedy przyznał się do zażywania kokainy w nietypowych okolicznościach.

Mimo krytyki, administracja Trumpa wprowadziła pewne luzowanie w polityce zdrowotnej, zwłaszcza wobec substancji wcześniej objętych zakazami. Niedawno FDA zgodziła się rozważyć zatwierdzenie niektórych smaków produktów tytoniowych i nikotynowych (w tym papierosów elektronicznych i snusu) jako potencjalne narzędzie do walki z nałogiem palenia. Choć propozycja spotkała się z falą oburzenia, nie otwiera ona szeroko drzwi do uproszczonej ścieżki zatwierdzania.

Rząd wydał również rozporządzenie dotyczące zmiany klasyfikacji marihuany, jednak szczegóły sugerują, że zmiany będą ograniczone. Nadal jednak każda inicjatywa mająca na celu przyspieszenie badań nad lekami konopnymi jest krokiem naprzód.

Najnowszym posunięciem jest wyeliminowanie federalnych barier dla substancji psychodelicznych, takich jak grzyby psylocybinowe czy ecstasy, w leczeniu poważnych zaburzeń psychicznych. Psychedeliki zostaną przeniesione do Kategorii III, co oznacza niski potencjał uzależnienia i ułatwi prowadzenie badań klinicznych – pod warunkiem, że FDA faktycznie podejmie odpowiednie działania.

To niewątpliwie postęp, jednak daleko jeszcze do pełnej legalizacji czy depenalizacji. Jak podkreśla administracja, stosowanie substancji psychodelicznych w ramach certyfikowanych terapii może przynieść szerokie korzyści, zwłaszcza w leczeniu depresji, PTSD czy uzależnień. Jednak bez gruntownej zmiany podejścia instytucjonalnego, realna rewolucja w psychiatrii pozostanie odległym celem.

Źródło: Reason