Decyzja, która cofa walkę o równość wyborczą o pół wieku
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, w którym większość stanowią sędziowie mianowani przez prezydentów republikańskich, przedstawił niedawno swoją decyzję dotyczącą manipulacji granicami okręgów wyborczych. Choć orzeczenie zostało przedstawione jako techniczna korekta obowiązujących przepisów, w rzeczywistości stanowi ono cios w samo serce Ustawy o Prawach Wyborczych z 1965 roku – aktu prawnego, który przez dekady chronił prawa wyborcze mniejszości.
„Aktualizacja” prawa, która niszczy jego fundamenty
Opinia większości, napisana przez sędziego Samuela Alito, przedstawia decyzję jako „aktualizację” przepisów, zgodną z „dosłownym brzmieniem” Ustawy o Prawach Wyborczych oraz z XV Poprawką do Konstytucji, zakazującą dyskryminacji rasowej w głosowaniu. Jednak, jak podkreślają krytycy, jest to celowe wprowadzenie w błąd.
Sekcja 2 Ustawy o Prawach Wyborczych gwarantowała mniejszościom możliwość wyboru przedstawicieli odpowiadających ich interesom. Decyzja z 6 czerwca 2024 roku w sprawie Louisiana v. Callais skutecznie niweluje ten zapis, otwierając drogę do powrotu praktyk, w których głosy obywateli należących do grup mniejszościowych stają się bez znaczenia.
Głosy, które przestały się liczyć
Przez dziesięciolecia Ustawa o Prawach Wyborczych umożliwiła mieszkańcom południowych stanów wybór przedstawicieli pochodzących z mniejszości do Kongresu, legislatur stanowych oraz organów lokalnych. Dzięki temu aktowi prawnemu, głosy Afroamerykanów, Latynosów i innych grup mniejszościowych zyskały realne znaczenie.
Teraz, zdaniem sędziów mniejszości – Eleny Kagan, Sonii Sotomayor i Ketanji Brown Jackson – decyzja ta zagrozi istnieniu większości okręgów wyborczych, w których dominują mniejszości, tworząc największe ograniczenie reprezentacji od czasów Rekonstrukcji. „To decyzja, która może zniszczyć większość okręgów, w których od 40 lat Ustawa o Prawach Wyborczych zapewniała równy udział w procesie politycznym” – napisała sędzia Kagan w swoim zdaniu odrębnym.
Sąd Robertsa systematycznie osłabia ochronę praw wyborczych
Sprawa Callais nie jest pierwszą, w której Sąd Najwyższy pod przewodnictwem Johna Robertsa podjął działania osłabiające Ustawę o Prawach Wyborczych. Już w 2013 roku sąd unieważnił wymóg pre-clearance, czyli obowiązek uzyskiwania zgody rządu federalnego na zmiany w prawie wyborczym w regionach o historii dyskryminacji. Następnie sąd utrudnił dochodzenie roszczeń dotyczących dyskryminacyjnych przepisów wyborczych blokujących mniejszościom dostęp do urn wyborczych.
W kolejnych sprawach sędziowie otworzyli furtkę dla partyjnych manipulacji granicami okręgów wyborczych, jednocześnie utrudniając udowodnienie, że dane mapy są dyskryminacyjne ze względu na rasę. Decyzja w sprawie Callais łączy te dwa nurty, likwidując ochronę Ustawy o Prawach Wyborczych i wzmacniając partie polityczne kosztem praw mniejszości.
Koniec ery ochrony praw wyborczych mniejszości?
Eksperci i obrońcy praw obywatelskich są zgodni: orzeczenie w sprawie Callais może okazać się ostatnim gwoździem do trumny Ustawy o Prawach Wyborczych. Obecny skład Sądu Najwyższego, zdominowany przez konserwatystów, konsekwentnie ogranicza możliwości korzystania z tego kluczowego aktu prawnego. Prawdopodobieństwo, że w przyszłości uda się przywrócić jego moc, jest coraz mniejsze.
„To nie jest zwykła korekta prawa. To rewolucja, która cofa nas o pół wieku w walce o równość wyborczą. Decyzja ta otwiera drzwi do powrotu praktyk, które Ustawa o Prawach Wyborczych miała na zawsze wyeliminować.”
Co dalej? Możliwe konsekwencje dla amerykańskiej demokracji
Decyzja Sądu Najwyższego w sprawie Callais może mieć daleko idące konsekwencje dla amerykańskiej demokracji. W stanach, w których partie polityczne będą mogły swobodnie kształtować granice okręgów wyborczych, głosy mniejszości mogą zostać ponownie zepchnięte na margines. To z kolei może prowadzić do:
- Zmniejszenia reprezentacji politycznej grup mniejszościowych w organach władzy;
- Wzrostu nierówności w dostępie do procesu decyzyjnego;
- Pogłębienia podziałów politycznych i społecznych.
Obrońcy praw obywatelskich ostrzegają, że decyzja ta może zachęcić legislatury stanowe do wprowadzania kolejnych ograniczeń w prawie wyborczym, mających na celu dalsze marginalizowanie mniejszości.
Podsumowanie: Sąd Najwyższy wybiera partie, a nie sprawiedliwość
Decyzja w sprawie Callais jest kolejnym dowodem na to, że Sąd Najwyższy pod przewodnictwem Johna Robertsa konsekwentnie faworyzuje interesy partii politycznych kosztem ochrony praw mniejszości. Choć orzeczenie przedstawiane jest jako techniczna korekta, jego skutki będą odczuwalne przez dziesięciolecia, cofając walkę o równość wyborczą do czasów sprzed Ustawy o Prawach Wyborczych.