W sobotę 27 kwietnia br. podczas dorocznego bankietu korespondentów Białego Domu doszło do próby zamachu na prezydenta Donalda Trumpa. Wydarzenie, mające celebrować wolność słowa, przerodziło się w chaos. Po ewakuacji Trumpa i innych członków administracji nie było jasne, czy uroczystość będzie kontynuowana. Po ponad godzinie przerwy przewodnicząca Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu, Weijia Jiang, powróciła na scenę i poinformowała, że Trump ogłosił zakończenie imprezy na platformie Truth Social, zapowiadając jej ponowne zorganizowanie.

Jiang dodała: „Wiem, że wszyscy widzieliście wpis prezydenta”. Wkrótce jednak sprostowała – Trump nie użył Twittera/X, lecz Truth Social, platformę, którą sam współzałożył po tym, jak w 2021 roku został zablokowany na głównych portalach społecznościowych za podżeganie do przemocy podczas ataku na Kapitol.

Mimo że Truth Social ma zaledwie 700 tysięcy aktywnych użytkowników dziennie (0,35% aktywności X i 0,38% Threads), wiadomości Trumpa błyskawicznie rozprzestrzeniają się w sieci. Jego posty pojawiają się na Twitterze, Threads, a nawet na mniej popularnych platformach, takich jak Bluesky, gdzie grono jego zwolenników jest znikome. Trump wykorzystuje Truth Social głównie do publikowania prowokacyjnych treści – od memów z jego wizerunkiem, przez groźby wobec Iranu, po informacje o zwolnieniach członków gabinetu.

Pomimo niewielkiej skali działalności, Truth Social nie spełnia oczekiwań jako platforma społecznościowa. Według danych Sensor Tower, w kwietniu br. notowała zaledwie 700 tysięcy aktywnych użytkowników na świecie. Jej macierzysta spółka, Trump Media & Technology Group, zanotowała w 2025 roku przychody rzędu 3,7 miliona dolarów – mniej niż Meta zarabia w ciągu 10 minut. Jednocześnie firma poniosła straty w wysokości 712 milionów dolarów, a jej kapitalizacja giełdowa spadła o prawie 90% od szczytu po debiucie.

Truth Social pozycjonuje się jako bastion wolności słowa, oferując grupy dyskusyjne m.in. o fitnessie, fotografii czy psach. Jednak w praktyce jest platformą zdominowaną przez treści związane z Trumpem – zarówno te gloryfikujące jego osobę, jak i krytyczne wobec przeciwników politycznych. Mimo to, jej wpływ na debatę publiczną pozostaje znaczący, głównie dzięki aktywności samego Trumpa.

Eksperci podkreślają, że zasięg Trumpa w internecie nie zależy od popularności konkretnej platformy. Jego kontrowersyjne wypowiedzi i działania medialne sprawiają, że jego treści są szeroko komentowane i udostępniane, niezależnie od miejsca publikacji. To dowód na to, że w erze mediów społecznościowych nawet niszowe serwisy mogą stać się potężnym narzędziem wpływu politycznego.

Źródło: Fast Company