W Stanach Zjednoczonych trwa walka o dostęp do aborcji farmakologicznej. Sprawa mifeprystonu, jednego z dwóch leków stosowanych w standardowym schemacie aborcji, ponownie trafiła do Sądu Najwyższego USA. Decyzja sądu może mieć daleko idące konsekwencje dla milionów kobiet, zwłaszcza w stanach, gdzie aborcja jest zakazana.

W ubiegłym tygodniu Sąd Apelacyjny Piątego Okręgu zablokował przepis FDA, który umożliwiał przepisywanie mifeprystonu w ramach telemedycyny. Decyzja została podjęta późnym piątkowym popołudniem, co wywołało chaos i niepewność wśród pacjentek. Na szczęście dla zwolenników praw reprodukcyjnych, sędzia Sądu Najwyższego Samuel Alito wstrzymał obowiązywanie tego zakazu do 11 maja. Jednak nawet to rozwiązanie jest jedynie tymczasowe. Konserwatywna większość w Sądzie Najwyższym może wkrótce zdecydować o drastycznym ograniczeniu lub całkowitym zakazie dystrybucji mifeprystonu drogą pocztową.

Od czasu uchylenia precedensu Roe v. Wade w 2022 roku, który gwarantował prawo do aborcji w całym kraju, aborcja farmakologiczna stała się główną metodą przerywania ciąży. Obecnie około dwóch trzecich wszystkich aborcji w USA przeprowadzanych jest z użyciem tabletek, a prawie 30% z nich odbywa się za pośrednictwem telemedycyny.

Misoprostol – alternatywa w razie zakazu mifeprystonu

Ruch praw reprodukcyjnych od dawna przygotowuje się na ewentualny atak na mifepryston. Jego zwolennicy mają już gotową alternatywę: misoprostol, drugi lek w standardowym schemacie aborcji. Choć misoprostol najskuteczniej działa w połączeniu z mifeprystonem, może być stosowany samodzielnie. „W macicy powoduje skurcze mięśni, co prowadzi do wydalenia zawartości”, wyjaśnia Caitlin Gerdts, wiceprezeska ds. badań w Ibis Reproductive Health, organizacji zajmującej się badaniami nad aborcją na całym świecie.

Misoprostol jest szeroko stosowany nie tylko w aborcji, ale także w indukcji porodu, leczeniu poronień oraz krwotoków poporodowych. Jest znacznie łatwiej dostępny niż mifepryston – w wielu krajach dostępny jest bez recepty. To sprawia, że jest on często wybierany w miejscach, gdzie aborcja jest mocno ograniczona, a zasoby medyczne są ograniczone.

Przygotowania na czarną scenariusz

Jeśli mifepryston zostanie zakazany lub poważnie ograniczony w USA, aborcja z użyciem samego misoprostolu może stać się znacznie bardziej powszechna. Już teraz przeciwnicy praw reprodukcyjnych podejmują działania mające na celu utrudnienie dostępu do obu leków. W 2024 roku stan Luizjana zaliczył zarówno mifepryston, jak i misoprostol do substancji kontrolowanych, co znacznie utrudni ich dystrybucję. Oczekuje się, że podobne przepisy zostaną wprowadzone w innych stanach.

Tymczasem zwolennicy praw reprodukcyjnych intensywnie pracują nad przygotowaniami do ewentualnego zakazu. Edukują pacjentki na temat skutków ubocznych stosowania samego misoprostolu, które mogą być bardziej nasilone niż w przypadku terapii łączonej. Wzmacniają także sieci wsparcia prawnego, medycznych hotline’ów oraz systemów wsparcia społecznościowego, aby kobiety nie podejmowały niepotrzebnego ryzyka.

Kluczowym wyzwaniem pozostaje przekonanie lekarzy do stosowania misoprostolu w monoterapii. „Pomimo licznych dowodów na skuteczność misoprostolu, wielu klinicystów ma wątpliwości co do jego stosowania”, mówi Gerdts. Ibis Reproductive Health prowadzi obecnie w USA badania kliniczne porównujące skuteczność terapii łączonej z monoterapią misoprostolem – pierwsze tego typu badanie w kraju.

Źródło: Mother Jones