Rząd Australii przedstawił projekt ustawy, która ma na celu opodatkowanie części przychodów największych platform cyfrowych, w tym Google, Meta (właściciela Facebooka i Instagrama) oraz TikTok. Dochody z tego podatku miałyby wesprzeć finansowo lokalne redakcje prasowe.

Projekt ustawy, ogłoszony we wtorek, ma trafić do parlamentu do 2 lipca 2024 roku. Jego celem jest stworzenie zachęty finansowej dla platform społecznościowych do zawierania umów z wydawcami treści informacyjnych, co miałoby zapewnić stabilne finansowanie dziennikarstwa.

Platformy cyfrowe krytykują ten pomysł, określając go mianem „cyfrowego podatku od usług”. Ich zdaniem propozycja nie uwzględnia zmian w branży reklamowej i nie przyczyni się do trwałego wsparcia sektora medialnego.

Premier Australii, Anthony Albanese, podkreślił, że praca dziennikarzy ma wartość, którą należy odpowiednio wynagrodzić. „Nie powinno się pozwalać, aby wielkie międzynarodowe korporacje wykorzystywały te treści do generowania zysków bez adekwatnego wynagrodzenia dla ich twórców”, powiedział podczas konferencji prasowej.

Dodał również, że inwestycje w dziennikarstwo są kluczowe dla zdrowej demokracji.

Drugie podejście do regulacji platform cyfrowych

To drugi raz, gdy Australia podejmuje próbę zobowiązania platform cyfrowych do finansowego wsparcia lokalnych mediów. W 2021 roku wprowadzono Kodeks Negocjacyjny Mediów Informacyjnych, który nakładał obowiązek zawierania umów między platformami a wydawcami. Platformy zdecydowały się wówczas na dobrowolne porozumienia, aby uniknąć arbitrażu sądowego.

Od tamtej pory część platform zaczęła jednak unikać odnawiania umów, usuwając treści informacyjne ze swoich serwisów.

Jak działa proponowany podatek?

Nowy projekt, nazwany Incentive Bargaining News, przewiduje nałożenie podatku w wysokości 2,25% przychodów australijskich na platformy, które nie zdecydują się na podpisanie umów z wydawcami. Jeśli jednak platformy zdecydują się na płatności na rzecz mediów, koszty podatku zostaną obniżone.

Rząd szacuje, że wpływy z tego podatku wyniosą od 200 do 250 milionów dolarów australijskich (około 144–179 milionów dolarów amerykańskich) rocznie. To mniej więcej tyle, ile platformy płaciły mediom w szczytowym okresie obowiązywania Kodeksu Negocjacyjnego.

Środki te miałyby być rozdysponowane między redakcje na podstawie liczby zatrudnionych dziennikarzy, jak poinformowała minister komunikacji, Anika Wells.

Reakcja platform: Meta i Google przeciwne nowym regulacjom

Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, stanowczo sprzeciwia się projektowi. Według firmy, wydawcy dobrowolnie publikują swoje treści na platformach, ponieważ czerpią z tego korzyści.

„Pomysł, że odbieramy im treści informacyjne, jest błędny. Proponowana ustawa, która miałaby obowiązywać nawet wtedy, gdy treści informacyjne nie pojawiają się na naszych platformach, to nic innego jak cyfrowy podatek od usług. Przymusowe transfery środków z jednej branży do drugiej, bez związku z wartością wymiany, nie przyniosą trwałego ani innowacyjnego sektora medialnego. Zamiast tego stworzą branżę medialną zależną od rządowych subsydiów.”

Google również odrzucił potrzebę wprowadzenia podatku, argumentując, że firma już posiada komercyjne umowy z branżą medialną i że nowa regulacja ignoruje zmiany na rynku reklamowym.

Źródło: Fast Company