Rosja wkrótce obchodzić będzie najważniejsze święto narodowe – Dzień Zwycięstwa, upamiętniający pokonanie hitlerowskich Niemiec przez Związek Radziecki w 1945 roku. Jednak w tym roku uroczystości będą wyjątkowo skromne, a ich przebieg może okazać się dla Kremla wyjątkowo krępujący.
W ostatnich dniach rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że tradycyjna parada wojskowa na Placu Czerwonym w Moskwie zostanie znacznie okrojona. Zrezygnowano z udziału czołgów i ciężkiego sprzętu wojskowego. Na ulice wyjdzie jedynie kolumna żołnierzy oraz kadetów akademii wojskowych, którzy przejdą pieszo. Według oficjalnego uzasadnienia, decyzja wynika z „zagrożenia terrorystycznego” ze strony Ukrainy – w praktyce oznacza to obawę przed atakami dronów.
Podobne ograniczenia wprowadzane są również w innych rosyjskich miastach. Sytuacja staje się coraz bardziej niekomfortowa dla Władimira Putina, który stara się zachować wizerunek niepokonanego przywódcy.
Putin prosi Trumpa o „przerwę w walkach”
W kolejnym niecodziennym ruchie, 27 kwietnia br., Putin zadzwonił do Donalda Trumpa. Według Jurija Uszakowa, głównego doradcy ds. polityki zagranicznej Kremla, rosyjski prezydent poinformował swojego amerykańskiego odpowiednika o gotowości ogłoszenia „zawieszenia broni” na czas obchodów Dnia Zwycięstwa. Choć Trump twierdził, że to on zaproponował taki krok, komentarze Uszakowa sugerują, że inicjatywa wyszła od Putina. Rosyjskie media również podkreślały, że to Putin jako pierwszy poruszył ten temat.
W praktyce oznacza to, że Putin zwrócił się do Trumpa z prośbą o wywarcia presji na Wołodymyra Zełenskiego, aby ten powstrzymał ukraińskie ataki dronów podczas rosyjskich uroczystości.
„W piątym roku wojny to Zełenski decyduje, czy Putin pojawi się na paradzie na Placu Czerwonym” – stwierdziła Elena Malachowska, prowadząca program Khodorkovsky Live.
Ukraińskie drony zagrażają Moskwie
Atak dronów, który w poniedziałek przełamał rosyjską obronę powietrzną, dodatkowo pogłębił obawy Kremla. Ukraińskie drony docierają coraz dalej w głąb terytorium Rosji, docierając nawet do miast takich jak Jekaterynburg, Czelabińsk i Perm – ponad 1000 kilometrów od granicy z Ukrainą.
Oficjalna narracja Putina, powielana przez propagandystów takich jak Olga Skabiejewa z Rossija-1, głosi, że Ukraina stosuje „terroryzm powietrzny”, ponieważ ponosi coraz większe straty na froncie. Jednak ta teza traci na wiarygodności. Nawet w Stanach Zjednoczonych, wśród sceptyków wobec Ukrainy, pojawiają się głosy uznające „cud ukraiński”. W samej Rosji niektórzy wojenni jastrzębie zaczynają mówić o porażkach i „ślepym zaułku”, w jakim znalazła się wojna.
Rosja traci więcej terytorium niż zdobywa
Przyczyną zmiany tonu jest pogarszająca się sytuacja wojskowa Rosji. Według najnowszych raportów, w kwietniu br. Rosja straciła więcej terytorium na Ukrainie, niż zdołała zdobyć – po raz pierwszy od połowy 2023 roku. Jak zauważyli analitycy, wiosna 2024 roku przyniosła subtelną, ale istotną zmianę w strategicznym układzie sił.
Czy to oznacza, że rosyjski reżim zaczyna odczuwać skutki wojny? Obchody Dnia Zwycięstwa, które miały być pokazem siły, stają się raczej symbolem słabości i desperacji.