Powódź w Teksasie: tragedia, która mogła zostać zapobiegnięta
Kerr County w Teksasie, lipiec 2024 roku. Miejsca, w których zginęli Beth i Hutch Bryan oraz Martha Crawford, oznaczone są teraz krzyżami. Kylie Nidever spaceruje wśród ruin domów zniszczonych przez powódź pół roku wcześniej. Jej dom w dzielnicy Bumble Bee Hills ocalał – podobnie jak setki innych budynków w okolicy. Dla wielu mieszkańców powódź była sygnałem ostrzegawczym, ale dla większości stała się jedynie impulsem do odbudowy.
Dlaczego ludzie wracają w niebezpieczne miejsca?
Nidever, która spędziła dzieciństwo w tej okolicy, zna uroki Kerr County. Spokojne okolice nad rzeką Guadalupe przyciągają mieszkańców, mimo znanego ryzyka powodzi. Jednak po lipcowej tragedii, która była jedną z najbardziej śmiercionośnych w historii stanu, wiele osób zastanawia się, dlaczego władze pozwalają na budowę w rejonach od dawna uznawanych za niebezpieczne.
– Czy ktoś w końcu podejmie działania, aby nas powstrzymać? – pyta Nidever, rozważając przeprowadzkę. – Jeśli powódź powtórzy się i będzie jeszcze gorsza, ludzie zginą w tej okolicy.
Brak działań ustawodawców: analiza dziennikarzy ujawnia prawdę
Po lipcowej powodzi niektórzy politycy krytykowali lokalne władze za brak inwestycji w syreny ostrzegawcze i chaotyczną reakcję służb ratunkowych. Inni usprawiedliwiali katastrofę, twierdząc, że była tak ogromna, iż nikt nie mógł się na nią przygotować. Jednak żaden z nich nie poruszył kluczowego problemu: ustawodawcy od lat odrzucają projekty ustaw mogące chronić mieszkańców przed powodziami – wynika z dochodzenia przeprowadzonego przez ProPublica i The Texas Tribune.
Dziennikarze przeanalizowali blisko 60 lat działalności legislacyjnej i zidentyfikowali ponad 60 projektów dotyczących bezpieczeństwa powodziowego, które nigdy nie zostały przyjęte. Według ekspertów, najważniejsze z nich mogłyby uratować życie, ograniczając budownictwo w najbardziej zagrożonych rejonach – w tym w miejscach, gdzie zginęli ludzie podczas lipcowej powodzi.
137 ofiar w miejscach zagrożonych powodziami
Większość z 137 potwierdzonych ofiar śmiertelnych zginęła w miejscach, które federalne agencje uznały za zagrożone powodziami. Mimo to ustawodawcy nie podjęli działań, aby zapobiec tragedii. Teksas ma więcej budynków położonych w strefach zalewowych niż jakikolwiek inny stan, z wyjątkiem Florydy – co najmniej 650 tysięcy struktur – podaje ProPublica.
Co mogły zmienić odrzucone ustawy?
Analiza dziennikarzy wykazała, że ustawodawcy mieli szansę wprowadzić przepisy, które mogłyby ograniczyć straty i uratować życie. Wśród odrzuconych projektów znalazły się m.in.:
- Zakaz budowy w strefach zalewowych – ustawy miały blokować nowe inwestycje w najbardziej zagrożonych obszarach.
- Wymóg podnoszenia poziomu fundamentów – aby budynki były bardziej odporne na powodzie.
- Ograniczenia dla obiektów wysokiego ryzyka – np. zakaz budowy składowisk odpadów w pobliżu zbiorników wodnych.
- Większe uprawnienia dla władz lokalnych – aby mogły skuteczniej regulować zabudowę w strefach zagrożonych.
– Gdyby którykolwiek z tych projektów został przyjęty, być może nie mielibyśmy do czynienia z tak bolesnymi stratami – mówi Char Miller, historyk środowiskowy z Pomona College w Kalifornii, komentując wyniki dochodzenia. – Stały brak działań legislacyjnych pokazuje, że stan nie spełnia swojego podstawowego obowiązku: ochrony zdrowia i życia mieszkańców.
Dlaczego Teksas nie chroni swoich mieszkańców?
Problem nie ogranicza się jedynie do Kerr County. Według danych, w całym stanie tysiące budynków znajduje się w strefach zalewowych. Mimo to ustawodawcy konsekwentnie odrzucają przepisy, które mogłyby ograniczyć ryzyko. Eksperci wskazują na kilka powodów takiego stanu rzeczy:
- Interesy deweloperów – lobbing branży budowlanej utrudnia wprowadzanie restrykcyjnych przepisów.
- Brak jednolitej polityki – odpowiedzialność za ochronę przeciwpowodziową jest rozproszona między różne szczeble władzy.
- Kultura samowystarczalności – wielu mieszkańców i lokalnych władz woli liczyć na własne siły niż na interwencję państwa.
– To systemowe zaniedbanie – podkreśla Miller. – Teksas ma wszystkie narzędzia, aby chronić swoich mieszkańców, ale brakuje woli politycznej, aby z nich skorzystać.
Co dalej?
Po lipcowej tragedii niektórzy mieszkańcy, jak Kylie Nidever, rozważają przeprowadzkę. Inni decydują się na odbudowę, licząc, że katastrofa się nie powtórzy. Tymczasem eksperci i aktywiści apelują o pilne zmiany legislacyjne. Bez nich kolejna powódź może stać się jeszcze bardziej śmiercionośna.
– Władze muszą zrozumieć, że brak działań dziś oznacza więcej ofiar jutro. To nie jest kwestia, czy dojdzie do kolejnej powodzi, ale kiedy – ostrzega Miller.