Decyzja Sądu Najwyższego wzbudza obawy o stabilność demokracji

Willie Simon, przewodniczący Partii Demokratycznej w hrabstwie Shelby w Tennessee, stał niedawno przed motelowym budynkiem w Memphis, gdzie w 1968 roku zginął pastor Martin Luther King Jr. Dziś obiekt ten stanowi muzeum Ruchu Praw Obywatelskich. Kilka dni po tym, jak Sąd Najwyższy USA osłabił jeden z kluczowych zapisów Ustawy o Prawach Wyborczych, Simon obawia się nie tylko o los Afroamerykanów, ale o cały kraj, w którym zdają się zanikać polityczne zabezpieczenia.

„Jeśli nie należysz do grupy, która ma wpływ, mogą nas po prostu wymazać” – powiedział Simon, odnosząc się do decyzji konserwatywnej większości w Sądzie Najwyższym. Sędziowie osłabili wymóg, zgodnie z którym stany musiały uwzględniać interesy mniejszości przy tworzeniu okręgów wyborczych, co miało zapewnić im realny wpływ na politykę.

Redystrybucja okręgów – nowa broń w walce politycznej

Decyzja Sądu Najwyższego przyspieszyła trwającą wojnę o redystrybucję okręgów wyborczych. Partie Demokratyczna i Republikańska odrzucają dotychczasowe standardy, dążąc do zyskania przewagi. Już w tym tygodniu w dwóch stanach kontrolowanych przez republikanów odbędą się nowe sesje, których celem jest likwidacja okręgów kongresowych reprezentowanych przez Demokratów. Wśród nich znajduje się okręg w Tennessee, który obejmuje większościowo czarnoskórych wyborców z Memphis.

Eksperci ostrzegają, że takie działania pogłębiają podziały i osłabiają zaufanie do systemu demokratycznego. „Nigdy nie uważałem, że jesteśmy w stanie wojny domowej, ale wojna o okręgi wyborcze i niedawna decyzja Sądu Najwyższego nie sprzyjają jedności Stanów Zjednoczonych” – powiedział Matt Dallek, politolog z George Washington University. „Przyspieszają one wzajemną wrogość i polaryzację, które odczuwają obie strony.”

Trump i eskalacja walk o okręgi wyborcze

Konflikt o redystrybucję okręgów został zapoczątkowany przez Donalda Trumpa, który w zeszłym roku wezwał republikanów do przerysowania map okręgów wyborczych. Jego celem było zminimalizowanie szans Partii Republikańskiej na przegraną w wyborach do Izby Reprezentantów w listopadowych wyborach uzupełniających.

To nietypowe posunięcie, ponieważ redystrybucja okręgów odbywa się zwykle raz na dekadę, po spisie powszechnym. Jednak w 2019 roku Sąd Najwyższy uznał, że sądy federalne nie mogą ingerować w partyjne manipulacje granicami okręgów. Trump postanowił wykorzystać tę lukę. Gdy republikańskie stany, takie jak Teksas, zaczęły przesuwać granice okręgów, stany zdominowane przez Demokratów, np. Kalifornia, odpowiedziały podobnymi działaniami.

Sytuacja miała szansę na pewną równowagę, dopóki konserwatywna większość w Sądzie Najwyższym nie wydała oczekiwanego wyroku w sprawie Louisiana v. Callais. Sędziowie osłabili ostatnią federalną przeszkodę dla manipulacji okręgami – wymóg Ustawy o Prawach Wyborczych, który nakazywał uwzględnianie głosów mniejszości przy tworzeniu okręgów wyborczych.

Nowe zagrożenia dla demokracji

Decyzja otworzyła furtkę do dalszych działań. Republikanie w Tennessee planują zlikwidować jedyny okręg kongresowy, w którym większość stanowią czarnoskórzy wyborcy z Memphis, dzieląc go na mniejsze części. Takie posunięcia grożą marginalizacją mniejszości i dalszym osłabieniem zaufania do instytucji demokratycznych.

Eksperci podkreślają, że amerykański system demokratyczny od dekady jest poddawany coraz większej presji. Rosnąca retoryka polityczna, wzrost przemocy politycznej oraz fala fałszywych oskarżeń o oszustwa wyborcze, które pojawiły się po ataku na Kapitol 6 stycznia 2021 roku, pogłębiają podziały. Zwolennicy Trumpa nadal próbują wykorzystać te narracje do kształtowania przyszłych wyborów.

„Zasady i normy, które kiedyś pomagały łagodzić ogromne różnice w tym nieposkromionym kraju, ustąpiły miejsca bezwzględnej walce o władzę.”

Co dalej? Możliwe scenariusze

Decyzja Sądu Najwyższego może mieć dalekosiężne konsekwencje. Likwidacja okręgów wyborczych, w których dominują mniejszości, grozi zmniejszeniem ich reprezentacji w Kongresie. To z kolei może prowadzić do dalszej polaryzacji i osłabienia zaufania do systemu politycznego.

Eksperci ostrzegają, że bez skutecznych mechanizmów ochrony praw wyborczych, demokracja amerykańska może stać się jeszcze bardziej podatna na manipulacje i nadużycia. „To nie jest tylko kwestia okręgów wyborczych – to kwestia fundamentalnych zasad, na których opiera się demokracja” – podkreśla Dallek.

Tymczasem obywatele, tacy jak Willie Simon, obawiają się o przyszłość. „Nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem, że musimy walczyć o to, aby nasze głosy były słyszalne” – mówi.

Źródło: Fast Company