W Stanach Zjednoczonych istnieją stany, w których osoba zdradzona może pozwać nie tylko partnera, ale także trzecią osobę, która – według jej zdaniem – przyczyniła się do rozpadu małżeństwa. Takie pozwy, określane mianem „alienation of affection” (czyli „odwrócenia uczuć” lub „niszczyciela małżeństwa”), są nadal dopuszczalne w kilku stanach, w tym w Karolinie Północnej, Missisipi i Dakocie Południowej.
Aby wygrać taki pozew, powód musi udowodnić, że oskarżony podjął działania, które rozsądna osoba mogłaby uznać za przyczynę utraty uczuć w małżeństwie. Co ważne, nie jest konieczne udowodnienie cudzołóstwa – wystarczy dowód na to, że podejrzana osoba zachęcała partnera do odejścia lub zdrady.
Takie pozwy nie są jedynie symbolicznym aktem zemsty. Powodowie często domagają się – i uzyskują – milionowe odszkodowania. Niedawno w Karolinie Północnej sąd przyznał 1,75 miliona dolarów influencerce na TikToku, oskarżonej o uwiedzenie męża innej kobiety. W 2011 roku inna mieszkanka stanu została zobowiązana do zapłacenia 30 milionów dolarów byłej żonie biznesmena.
Przypadki te pokazują, jak daleko mogą sięgać konsekwencje takich działań. Niedawno w sprawie byłej senator Kyrsten Sinemy (I-Ariz.) jej była ochroniarz złożył pozew o ponad 25 tysięcy dolarów odszkodowania za „celowe i lekkomyślne” zachowanie. Sinema przyznała się do romansu, ale zaprzecza wielu szczegółom. Twierdzi ponadto, że związek miał miejsce poza granicami Karoliny Północnej i złożyła wniosek o oddalenie sprawy.
Dlaczego te pozwy są tak kontrowersyjne?
Sędziowie w niektórych stanach coraz częściej kwestionują zasadność takich pozwów. W Nowym Meksyku Sąd Najwyższy w styczniu 2025 roku zniósł prawo o „alienation of affection”, uznając je za „przestarzałe i głęboko niesprawiedliwe”. Sędziowie podkreślili, że prawo ma „głęboko patriarchalne korzenie” sięgające angielskiego prawa zwyczajowego, kiedy to żony traktowano jak własność mężów. Orzekli również, że takie pozwy traktują uczucia jak własność i zakładają, że małżonek nie ma wpływu na to, komu je okazuje.
Sędziowie z Nowego Meksyku słusznie określili te pozwy mianem „wrodzonych i dehumanizujących”. Choć zdrada może być bolesna i upokarzająca, traktowanie uczuć małżonka jak mienia podlegać powinno moralnej, a nie prawnej ocenie. Ponadto, takie pozwy wtłaczają sprawy międzyludzkie w ramy systemu prawnego, zamiast pozostawić je do rozwiązania w sferze prywatnej.
Alternatywy dla pozwów „niszczyciela małżeństwa”
Zamiast angażować się w długotrwałe i kosztowne procesy, osoby zdradzone mogą rozważyć inne formy radzenia sobie z bólem. Pomocna może okazać się terapia par, wizyta w tzw. „pokoju wściekłości” (gdzie można rozładować emocje w bezpieczny sposób) lub po prostu duża porcja ulubionych lodów. Wydawanie milionów na pozwy nie przywróci utraconych uczuć, a jedynie pogłębi podziały.
Wraz z postępem społecznym coraz więcej stanów rezygnuje z takich przepisów. W maju 2025 roku Utah całkowicie zlikwiduje możliwość składania pozwów o „alienation of affection”. Być może wkrótce Karolina Północna pójdzie w ich ślady.