Jessie Ware, brytyjska wokalistka, od lat kojarzona była z soulowym, awangardowym brzmieniem. Jej twórczość oscylowała wokół lounge’owego R&B, z nutą nostalgii za latami 70. Przełomem okazał się album What’s Your Pleasure? z 2020 roku, który wprowadził ją na parkietową scenę disco-popu. Płyta stała się nie tylko artystycznym sukcesem, ale także ucieczką od pandemicznej izolacji, oferując energetyczne, hedonistyczne brzmienie.

Następny krążek, That! Feels! Good! z 2020 roku, jeszcze bardziej pogłębił ten styl, dodając glamour inspirowany Studio 54 i teatralną ekspresję. Teraz, na Superbloom, Ware ponownie sięga po sprawdzony przepis, ale tym razem z mniejszym powodzeniem.

Nowa płyta utrzymana jest w bogatej, sensorycznej aurze. Warstwa wokalna obfituje w chóralne harmonie, a aranżacje obfitują w funkowe linie basowe, błyszczące syntezatory i rozbudowane sekcje smyczkowe. Jednak mimo wizualnego przepychu, wiele utworów brzmi zbyt znajomo. Ware, która kiedyś kreowała taneczne przestrzenie jako uzdrawiające duchowo miejsca, zdaje się eksploatować swoje własne pomysły, aż tracą one świeżość.

Nie jest to jednak wyłącznie problem samej artystki. Wielu wykonawców, którzy w połowie kariery zmienili styl, boryka się z podobnym wyzwaniem – jak utrzymać oryginalność, gdy nowy gatunek staje się zbyt wygodnym schematem. W przypadku Superbloom wrażenie to potęguje fakt, że wiele utworów brzmi jak powtórzenie sprawdzonych wzorców z poprzednich płyt.

Mimo to, na płycie pojawiają się chwile, które wyróżniają się na tle reszty. Utwór „Ride” łączy klimaty westernu z dyskotekowym brzmieniem, cytując słynny gwizd z tematu Dobry, zły i brzydki Ennio Morricone. „Don’t You Know Who I Am” z kolei nawiązuje do legendarnych ballad disco, takich jak te wykonywane przez Donnę Summer czy Glorię Gaynor, oddając emocjonalną głębię wokalu Ware.

Największym wyróżnikiem albumu jest jednak „16 Summers” – wzruszająca ballada dedykowana córkom artystki. Utwór, utrzymany w stylu broadwayowskiego musicalu, emanuje szczerością i emocjonalnym ładunkiem. Powstał w trudnym okresie, gdy Ware straciła kilku bliskich przyjaciół i współpracowników. Pomimo powierzchownego sentymentalizmu, jej autentyczność sprawia, że piosenka trafia do serca.

Superbloom to płyta, która szuka radości i ukojenia w obliczu trudności. Choć nie dorównuje poprzednim albumom pod względem świeżości, udowadnia, że Ware potrafi tworzyć wzruszające, emocjonalne kompozycje. Czy to wystarczy, by zachować zainteresowanie słuchaczy? Czas pokaże, czy artystka znajdzie w sobie siłę, by odejść od sprawdzonego schematu i zaskoczyć ponownie.

Źródło: AV Club