Od lat politycy określani mianem 'jastrzębi' powtarzają, że kluczem do bezpieczeństwa jest utrzymanie 'wiarygodności' Stanów Zjednoczonych. Sekretarz stanu Marco Rubio podczas ubiegłorocznych przesłuchań przed Senatem określił swoją filozofię jako 'pokój przez siłę, przywracając wiarygodność amerykańskiego odstraszania'. Podobne słowa padły z ust wiceprezydenta J.D. Vance’a po wysłaniu sił specjalnych do Wenezueli w celu schwytania Nicolása Maduro: 'Maduro dołączył do grona tych, którzy dowiedzieli się, że prezydent Trump mówi poważnie'. Sekretarz obrony Pete Hegseth również niedawno stwierdził, że 'Iran na własnej skórze przekonuje się, że Trump nie blefuje'.
Ironia polega na tym, że sam Trump często nie dotrzymuje swoich deklaracji. Pomiędzy groźbami wobec Danii – dotyczącymi przejęcia Grenlandii 'łatwą lub trudną drogą' – a zapowiedziami militarnymi wobec Iranu, prezydent wielokrotnie zmieniał zdanie. Przykładowo, tydzień po groźbach wobec Grenlandii, wycofał się z nich, akceptując 'ramy przyszłej umowy' dotyczącej wojskowego dostępu USA do wyspy. Podobnie jego wielokrotne ultimatum wobec Iranu w sprawie otwarcia Cieśniny Ormuz nie przyniosły trwałych rezultatów. Takie postępowanie nie buduje wiarygodności, lecz ją podważa.
W swojej książce Sztuka zawierania interesów z 1987 roku Trump przyznał, że celowo wywołuje strach, aby później narzucić korzystne dla siebie rozwiązania. 'Czasem warto być trochę szalonym' – napisał. Jednak ta strategia, choć skuteczna w negocjacjach biznesowych, w polityce międzynarodowej prowadzi do erozji zaufania. Jeśli przeciwnicy nie wiedzą, kiedy groźby są realne, a kiedy nie, tracą motywację do współpracy.
Problem nie ogranicza się jedynie do Trumpa. Już w latach 70. prezydent Richard Nixon i jego doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, Henry Kissinger, hołdowali koncepcji 'wiarygodności'. Jednocześnie wierzyli w 'teorię szaleńca' – przekonanie, że niestabilne, nieprzewidywalne zachowanie może zastraszyć przeciwników. Nixon i Kissinger zdawali sobie sprawę, że wojna w Wietnamie jest nie do wygrania, ale obawiali się, że nagłe wycofanie się osłabi 'wiarygodność' USA. Zamiast tego przedłużali konflikt, eskalując bombardowania Wietnamu Północnego i prowadząc tajne operacje w Kambodży. Te działania, choć miały na celu wywarcia wrażenia siły, jedynie pogłębiły kryzys zaufania.
Dla wielu 'jastrzębi' pojęcie 'wiarygodności' nie oznacza uczciwości czy dotrzymywania obietnic, lecz demonstrację siły – nawet za cenę utraty wiarygodności. Ich strategia opiera się na paradoksie: im bardziej agresywne groźby, tym większe ryzyko, że zostaną zignorowane. W efekcie USA tracą nie tylko sojuszników, ale także wpływ na arenie międzynarodowej.