Sędzia John Roberts, prezes Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, w ciągu swojej kariery wypowiedział kilka zdań, które miały trafić do historii. Dwa z nich – cytowane w mediach na całym świecie – miały świadczyć o jego bezstronności i neutralności. Pierwsze padło podczas przesłuchania przed zatwierdzeniem na stanowisko w 2005 roku: „Moim zadaniem jest sędziować, a nie grać w baseball – nie mam obowiązku rzucać ani odbijać piłki.”
Słowa te miały przekonać senatorów i opinię publiczną, że Roberts będzie niezawisłym arbitrem prawa konstytucyjnego, wolnym od ideologicznych wpływów. Cytat ten szybko stał się mantrą konserwatywnego ruchu prawnego i był powtarzany przez kolejnych kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego.
Okazało się jednak, że była to prawdziwa mistyfikacja. Roberts nie tylko „odbierał piłkę”, ale aktywnie „walił na całego”. Jednym z najbardziej wymownych przykładów jego politycznej postawy była decyzja w sprawie Citizens United z 2010 roku. Jak opisał to później Jeffrey Toobin w „The New Yorker”, Roberts celowo przeprowadził proces legislacyjny, aby maksymalnie osłabić ograniczenia dotyczące finansowania kampanii wyborczych. Jego działania nie miały nic wspólnego z neutralnym orzekaniem – były świadomym przesunięciem systemu politycznego w kierunku korporacyjnych interesów.
Szesnaście lat później widać konsekwencje tej decyzji. Amerykańska demokracja została poddana w ręce miliarderów, takich jak Peter Thiel czy Elon Musk, którzy nie ukrywają pogardy dla demokratycznych mechanizmów. Decyzja w sprawie Citizens United jest dziś uznawana za jedną z najbardziej destrukcyjnych i reakcyjnych w historii amerykańskiego prawa, porównywaną nawet do wyroków Plessy v. Ferguson czy Lochner v. New York.
„Przestańcie dyskryminować rasowo, przestając dyskryminować rasowo”
Drugi cytat, który trafił do zbiorowej pamięci, choć często bez kontekstu, to zdanie: „Sposób na powstrzymanie dyskryminacji ze względu na rasę to zaprzestanie dyskryminacji ze względu na rasę.” Padło ono w 2007 roku, kiedy Sąd Najwyższy wydał wyrok w sprawie dobrowolnych programów integracyjnych w szkołach publicznych w Seattle i Louisville.
Decyzja ta była kolejnym krokiem w długiej linii orzeczeń ograniczających integrację rasową. Już w 1991 roku Sąd ograniczył przymusowe działania integracyjne, a w 2007 roku poszedł dalej – zakazując nawet dobrowolnych programów desegregacyjnych. Roberts, przewodnicząc większości 5:4, uzasadnił wyrok, cytując swoje słynne zdanie. Konserwatyści, w tym sam Roberts, twierdzili wówczas, że społeczeństwo amerykańskie odeszło już od rasizmu z czasów Brown v. Board of Education z 1954 roku i że integracja nie jest już potrzebna.
Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Według badań opublikowanych przez Axios w 2024 roku, w latach 1988–2022 odsetek szkół „intensywnie zsegregowanych” – czyli takich, w których co najmniej 90% uczniów stanowią biali – wzrósł z 7,4% do 20%. Proces resegregacji postępował w zastraszającym tempie, prowadząc do ponownego podziału rasowego w amerykańskim systemie edukacji.
Koszty decyzji Robertsa
Skutki orzeczeń Robertsa są odczuwalne nie tylko w szkołach. Jego podejście do finansowania kampanii wyborczych otworzyło drzwi dla oligarchizacji polityki, gdzie decydujący głos mają najbogatsi, a nie obywatele. Tymczasem zakaz dobrowolnych programów integracyjnych przyczynił się do gwałtownego wzrostu segregacji rasowej w szkołach, co ma dalekosiężne konsekwencje społeczne i ekonomiczne.
Roberts, który miał być „sędzia-umpirem”, okazał się aktywnym graczem w politycznej grze. Jego decyzje nie tylko odzwierciedlały konserwatywną agendę, ale także przyczyniły się do pogłębienia nierówności i podziałów w amerykańskim społeczeństwie.
„Sędzia Roberts nie tylko nie był neutralnym arbitrem – on celowo kształtował prawo, aby służyło określonej wizji społeczeństwa. Jego słowa o bezstronności były jedynie kamuflażem dla politycznych działań.” – komentarz eksperta prawnego.